Showing posts with label przekład. Show all posts
Showing posts with label przekład. Show all posts

Tuesday, December 1, 2020

Telewizja śniadaniowa widzi dzieło, nie problem

 Grzegorz Kulik, tłumacz na śląski Alice’s Adventures in Wonderland rozprawiał ze swadą po śląsku w studiu Dzień Dobry TVN. Bardzo to optymistycznie i otwarcie wyglądało.:

Do obejrzenia i poczytania: https://dziendobry.tvn.pl/a/powrot-dialektu-slaskiego-i-goralskiego-w-polsce

Wraz z bytomskim przekłodoczym wystąpił Bartłomiej Kuraś, który stworzył podhalańską wersję przygód wojów Kajka i Kokosza.

Przihody ôd Alicyje we Kraju Dziwōw już wkrótce będą rozsyłane. Można je zamawiać u Wydawcy: Silesia Progress.



Saturday, June 2, 2018

Mały Książę przełamuje bariery

Princ ma mówić po mazursku.

https://www.facebook.com/skra.redakcejo/posts/1691829187591694

Sunday, May 25, 2008

Dominik Otkowicz -- kim jest?

Czy cytowany [?] Dominik Otkowicz to postać realna. A może żart i kreacja Stefana Szymutki?
----------------------------------------------------------------------------------------------

Oczywiście, literacka ważność i znaczenie Soplicowa, Combray i Dublina są nagrodą za geniusz twórców, którzy potrafili przekształcić partykularne i jednostkowe w ogólnoludzkie. Niemniej, wejście w owo ogólnoludzkie, które u spodu nie przestaje przecież być partykularne, wiąże się z rezygnacją, zapomnieniem albo przynajmniej zgodą na mniejszą ważność swojskiej partykularności. Nie łatwo taką zgodę wyra­zić. Chociaż śląskie utrudniało zrozumienie nieśląskiego, to ono właśnie kierowało uwagę ku innemu, skłaniało do poszukiwania w innej, ale, mimo wszystko, tej samej kulturze potrzebnej myśli, potrzebnego słowa. Jak więc zrezygnować, unieważnić punkt wyjścia? Obcość łagodziła przecież tożsamość problemów, rozterki, bólu. Zacytujmy fragment autobiograficznej powieści śląskiego twórcy, Dominika Otkowicza: „Zacząć łosprowiać... Kaj i jak? Łod plynckyrzy na szłapach? Łostało się zdjyęcie. Karlus z kwiotkiem w życi (blank gryfny, łoszpeta ma rufo) kipnął się na klin ciotki Anki, by lepi widzieć tyn bilderbuch, co mu pokazywała. A richtig kipnął sie, bo go fest bolały te blazy, co je skórzane zole żarły. Abo śmierć ciotki Rołzy, taki baby, co dawała bombony, a jak szkyrtła myślołby kto drewniano szpetno kukła, co by ni pamiętoł jak charlała... Po cimoku po pogrze­bie ciotki Rołzy rzykołech choćby gupi, dzierżyłech w łapach jej taszynlampa, jo sam godoł Pan Bóckowi, co dom mu ją nazad, jak niy byda już myślol o umrzykach. O żyć roztrzaść! Jo by tak chcioł pamiyętać, fto to był dlo mnie ciotka Rołza". Śmieszne, naiwne? Nie w tłumaczeniu, nawet tylko filologicznym, które rzecz jasna, nie potrafi oddać całej artystycznej złożoności orygi­nału:

„Zacząć historię. Od czego? Od bąbli na nogach? Zachowało się zdjęcie. Uduchowiony malec (nawet wcale ładny, brzydota jest cier­pliwa) pochyla się nad kolanami cioci Ani, pokazującej mu album z fotografiami - w rzeczywistości pochylenie było ucieczką od zbyt bolesnego nacisku skórzanych podeszew na wypełniony chorą wodą naskórek. Albo śmierć cioci Róży: doświadczenie przemiany dającej [12] cukierki w obojętną, szpetną kukłę, która gdyby nie pamięć o jej przedśmiertnym rzężeniu... To w noc po pogrzebie Róży modliłem się najżarliwiej, trzymając w rękach jej latarkę, obiecywałem Bogu, że ją zwrócę, jeśli uwolni mnie od myślenia o zmarłych. Nie wysłuchał. Jak bardzo chciałbym pamiętać, kim była dla mnie ciocia Róża". Dominik Otkowicz w śląskiej gwarze pisze na wielkie tematy. Przede wszystkim zwróćmy uwagę na porażenie biologicznością, niemożność poradzenia sobie ze zwierzęcym w istocie jestestwem człowieka, które kultura pomaga jedynie ukryć, ale którego nie można unieważnić. Zwierzęcość nie oznacza w prozie Otkowicza życia, jest pozorem ruchu i ist­nienia, momentalnością, która nieuchronnie wyrodnieje w przedmiot (zmarła, mimo iż droga i kochana, przypomina kukłę). I ów ostateczny sprzeciw, naiwny i bezsilny. Niemoc sprzeciwu nie wynika z oporu rze­czywistości zewnętrznej (obiektywnej, realnej, zdeterminowanej), lecz bezsilności podmiotu, który chciałby ocalić historyczność kochanej osoby, ale owej historyczności nie ma już nawet w jego pamięci.