Tuesday, December 11, 2018

O językach na Górnym Śląsku

Szybki przegląd różnych informacji jakoś związanych z językowym krajobrazem Górnego Śląska.

  • weekendowy dodatek Nowej Trybuny Opolskiej o 25-leciu zespołu Silesia z Łubnian, który śpiewa po naszymu;
  • Gerhard Gnauck przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach opisuje we Frankfurter Allgemeine Zeitung przemiany regionu, koniec epoki górnictwa i kwestie społeczne. Deutsche Welle omawia tekst (nie mam dostępu do całości artykułu FAZ):

Skomplikowana historiaGnauck pisze o skomplikowanej historii Górnego Śląska między Polską a Niemcami. Na wybranych przykładach pokazuje dramatyczne momenty, gdy członkowie jednej rodziny służyli i w Wehrmachcie, i w wojsku polskim, a po wojnie byli przez władze polskie internowani i wysiedlani przymusowo do RFN i NRD.

(...) Gnauck zwraca uwagę na umacniającą się lokalną tożsamość Ślązaków i różniący się od polskiego język śląski [podkreśl. AC]. Wskazuje ponadto na sukcesy Ruchu Autonomii Śląska. Jego zdaniem w Polsce „raczej nie będzie drugiej Katalonii”. Niemiecki dziennikarz zaznacza, że w niedawnych wyborach samorządowych partie opowiadające się za autonomią Górnego Śląska nie przekroczyły progu wyborczego.

  • w Rudzie Śląskiej czczono pamięć Jana Stefana Dworaka (1899–1986), polskiego działacza plebiscytowego i historyka lokalnej społeczności. Zdziwiło mnie, że w uczniowskiej prezentacji także pojawił się interesujący mnie w niniejszym blogu język śląski. Expressis verbis:

Dworak jest w gronie 44 osób zasłużonych dla Rudy Śląskiej, których sylwetki znajdują się na murach przy ulicy Kubiny, ale jest również patronem  Szkoły Podstawowej nr 22 w Nowym Bytomiu.
Sylwetkę swojego patrona wspominali dzisiaj sami uczniowie wspomnianej szkoły:
Z rodzinnego domu, w którym panowały polska tradycja i głębokie umiłowanie języka śląskiego [podkreśl. AC], wyniósł on świadomość swojej polskości i zasady moralne, którym pozostał wierny przez całe życie. Już w okresie szkolnym zarejestrowano jego zainteresowanie historią, szczególnie pilnie uczył się tego przedmiotu. Pozostając wierny rodzinnej tradycji religijnej oraz widząc, że Kościół katolicki stanowił niemal jedyną ostoję polskości, od najmłodszych lat związał się z ruchem katolickim.
Jan Stefan Dworak badał i starał się odtworzyć dzieje naszego miasta wykazując niezwykłą skrupulatność i pracowitość. Swoją pracą naukowo-badawczą zaskarbił sobie szacunek wśród lokalnej społeczności i środowiska naukowego. – wspominali Jana Stefana Dworaka uczniowie podczas uroczystej akademii.

https://rudaslaska.com.pl/i,w-szkole-podstawowej-nr-22-obchodzili-swieto-patrona---jana-stefana-dworaka,100,1360844.html
Dziś taka konfiguracja słów kluczowych nie dziwi, ale to współczesna, postmodernistyczna synteza. W czasach plebiscytu polskość i religia mogły współwystępować (ale język śląski — nie). W czasach sanacji — polskość oczywiście mogła być promowana, ale lepiej, by występowała w sojuszu z wojewodą Grażyńskim niż z ważniejszym podczas plebiscytu Korfantym; religijność — tak, ale stonowana, a w szczegółach tradycja walczyła z modernizacyjnymi i kolektywistycznymi pomysłami rządu (boje o zajęcia z wychowania fizycznego i przygotowania wojskowego dziewcząt i kobiet). Język śląski — nie! Po wojnie — walka o polskość w czasach plebiscytu oceniana jako słuszna, choć najlepiej by było, gdyby się nie konfliktowała ze słuszniejszymi bądź co bądź internacjonalistycznymi uczuciami i dążeniami wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, którym tam wówczas przewodzić miała Komunistyczna Partia Niemiec. Grażyński i Korfanty — najlepiej do żadnego się nie przyznawać. Religijność — jako relikt tolerowana. Język śląski — na indeksie. Wolno mówić i pisać „gwara śląska”.
Współcześnie zaś wszystko ze wszystkim da się połączyć, bo nie ma już bezpośrednich świadków wydarzeń sprzed lat stu i późniejszych. Tak więc funkcjonujący w tych różnych uwarunkowaniach społecznych i politycznych lokalny działacz i erudyta (w Wikipedii artykulik marny).
Historyk Rudy Śląskiej, dziejopis Karola Goduli, „człowiek wielce prawy” jest zbyt mało znany.
(tablica na kamienicy, gdzie mieszkał J.S. Dworak; źródło: http://rudaslaska-ruda-slaska.blogspot.com/p/znani-ludzie-z-rudy-slaskiej.html)
Współpraca z powojenną władzą i wyjazd (wygnanie?) w latach stalinowskich powinny być opisane nie ogólnikowo i bez coraz mniej zrozumiałych eufemizmów. I czy pisał coś o umiłowanym języku śląskim?

Czy to się jakoś łączy?

Nie. Sądzę, że te doniesienia z jednego właściwie dnia, z różnych stron, łączące się z kwestią języka na Górnym Śląsku, pokazują wielogłosowość i osobność narracji, ich pewną lekkość. Czy pojawi się jakaś unifikująca idea, która język śląski będzie promować lub na nowo zakazywać używania takiej frazy nominalnej?

Thursday, November 29, 2018

Śląski i gwarowy to nie to samo

Sympatyczny serwis PCFormat informuje:
Piracki i śląski
Rodzina języków, na które przetłumaczony został Facebook, stale rośnie – na ten moment jest ich aż 113. Aby zmienić obecnie ustawiony, musimy znaleźć na stronie głównej portalu pasek ze zdjęcia powyżej i kliknąć w +. Wówczas przeniesieni zostajemy do menu wyboru języka – poza normalnymi, pełnoprawnymi, możemy również zaznaczyć... piracką wersję angielskiego lub normalną, ale ze wszystkimi literami obróconymi do góry nogami. Ślōnskŏ gŏdka to natomiast ukłon w stronę Górnoślązaków. Gwarowy Facebook jest naprawdę wart zobaczenia.

Trzeba komentować, bo tekst sam się nie zinterpretuje, a pozostanie w cybertekstosferze, dopóki nie wyłączą prądu.
1. Ślōnskŏ gŏdka jako jeden z języków menu Facebooka to nie jest czyjkolwiek ukłon, ale wynik inicjatywy — tak ja to pamiętam — Martina Grabowskiego i pracy wielu ludzi, którzy lepiej lub gorzej, zgodnie lub indywidualistycznie współtworzyli śląskie wersje. Ich wprowadzenie to wynik presji i działania regulaminu Facebooka, a nie łaska.
2. „Gwarowy Facebook jest naprawdę wart zobaczenia”. Nie ma gwarowego Facebooka, choć mnie by się marzył, żeby na przykład po przejściu jakiejś historycznej granicy, np. małopolsko-mazowieckiej czy lachowsko-krakowskiej, menu zmieniało mi się w zależności od gwary używanej na danym terenie. (Górno)śląski i gwarowy to nie to samo. Pojęcie „gwara śląska” odchodzi w przeszłość.
Odchodzi w przeszłość, bo pojawiają się książki na których jest napisane, że ich językiem jest śląski. Język. Procesy historycznojęzykowe trwają, nie można się poznawczo zasklepiać.

Tuesday, October 16, 2018

Drach. Edycyjŏ ślōnskŏ

Co tu gŏdać? Jŏ bych pedzioł, iże tyn ślōnski literacki jynzyk, nie yno gŏdka, gŏdanŏ mołwa, gwara prostego ludu, nie je już in statu nascendi, ōn już je natus. Powiycie, iżech to już pisoł po wydaniu Dantego i inkszych ôd Mirosława Syniawy, ale to bōła poezyjŏ, a terazki idzie poczytać powieść, ôpowieść. Po ślōnsko gŏdŏ i Szczepōn Twardoch, i jego tłōmacz Grzegorz Kulik, po ślōnsko gŏdŏ panchrōniczny, chtōniczny narrator Dracha. To już nie je jedno. To je coś!
Jest coś bardzo znaczącego i radosnego w tym, że na taki wydawniczy eksperyment zdecydowało się krakowskie Wydawnictwo Literackie. Czy ktoś wreszcie zrozumiał, że śląski rynek czytelniczy to nie kilkadziesiąt osób, lecz kilkadziesiąt tysięcy aktywnych czytelników i dyskutantów? Czy może był to niefrasobliwy ryzykancki krok, że ostatecznie ludzie kupią, bo Twardoch to już znana pisarska marka? Wreszcie, popatrzmy, ani słowa w mediach nie widziałem na temat tego, że taka decyzja edytorska to coś, co czymś grozi, coś rozbija, coś podważa. To dowód na to, że dobra literatura wznosi nawet rozpalonych dyskutantów ponad ich codzienne emocje. Że ocena śląskiej wersji Dracha będzie należeć do czytelników. Ten rwany epos, ta trudna proza, opowieść sub specie aeternitatis, proza Marasu, dosłownych Blut und Boden warta jest czytania. Być może opisy upadków i powstań, cień śmierci, porównanie różnych epok i śląskiego w nich bytowania sprawi także, iż możliwe będzie jakieś oczyszczenie pamięci o pamięci, odzyskanie własnego głosu, uznanie prawa do wielogłosowej opowieści wciąż śląskiej.
Nie trzeba więcej pisać na ten temat. Trzeba więcej czytać i myśleć. Albo słuchać audiobooka.
Szczepōn Twardoch, Drach. Edycyjŏ ślōnskŏ. Przekłŏd Grzegorz Kulik. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Friday, October 5, 2018

A język podlaski?

O języku podlaskim, wschodniosłowiańskim, z fonetyczną bazą najbliższą miasta Kleszczele, chyba już gdzieś pisałem, ale nie zdołałem teraz tego odnaleźć.
Musi więc być sygnał, że jest taki „projekt językowy”, jak określał niektóre byty i przedsięwzięcia prof. Aleksandr Duliczenko.
Najważniejsza dla zaczerpnięcia wszelkiej wiedzy, poczytania i posłuchania podlaskiego języka jest strona svoja.org, tworzona przez Jana Maksymiuka — dziennikarza i tłumacza, autora opisów gramatycznych podlaszczyzny.
Ja się właśnie zachwyciłem pięknie wydanym zbiorem bajek dla dzieci, Kazki po-svojomu.
Odradzanie się języków, przechodzenie dawnych ledwie „gwar” w stan językowości odbywa się właśnie tak — ludzie wykształceni, mobilni, wielojęzyczni doceniają mowę swoich dziadków, przenoszą ją w nowe konteksty i oto jest byt, który winien uzupełniać, ze względu na sam fakt swego zaistnienia, podręczniki z wyliczeniem i klasyfikacją języków słowiańskich. Fanaberia? Nie sądzę.

Sunday, September 30, 2018

Gŏdka ślōnskŏ w kampanii — cz. 2

Część druga, bo była pierwsza, o propozycjach Koalicji Obywatelskiej (to jest Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej).
26 września w katowickim klubie Śląskiej Partii Regionalnej, przy okazji Europejskiego Dnia Języków, przedstawione zostały dokonania i nowe pomysły na obecność i promocję języka śląskiego w sferze publicznej. W
szystko, co wychodzi poza próg domu, trafia na plac, czyli na agorę, a to jest przestrzeń publicznej dyskusji, więc polityczna. Polityczna, ale nie musi być plątaniną interesów i małostkowych kłótni.
Rafał Adamus (nb. kandydat na prezydenta Chorzowa) opowiedział o licznych działaniach stowarzyszenia Pro Loquela Silesiana — o grancie „ośmielającym” do mówienia po śląsku także na spotkaniach biznesowych, m.in. za pomocą filmów:

o tłumaczeniu na śląski menu do Samsunga, o reklamach w lokalnych marketach i dla dużych marek,
a także o bieżących planach Śląskiej Partii Regionalnej, m.in.:

  • wsparcie finansowe dla edukacji regionalnej, w tym dla działań na rzecz kodyfikacji i jej wdrażania,
  • powołanie Rady Języka Śląskiego i Społecznej Rady Języka Śląskiego,

Piszący te słowa skonstatował istotny skok w zakresie świadomości i kodyfikacji języka, ujęty w nieco uproszczoną formułę, że gdy rozważaliśmy w Wiśle na Zjeździe Ślonskigo Beranio sytuację językową, można było powiedzieć, że ówczesne rozproszone działania lokują aktywistów śląskich 150 lat za Kaszubami, a dziś można rzec optymistycznie, że Kaszubi wyprzedzają Ślązaków zaledwie o lat 30.
(fot. Marcin Musiał)
Zbigniew Kadłubek — profesor Uniwersytetu Śląskiego, a wkrótce także dyrektor Biblioteki Śląskiej — przedstawił pogłębioną, ale optymistyczną wizję dialogicznej śląskości.
Grzegorz Kulik, tłumacz Dracha Szczepana Twardocha na język śląski (którego to języka jakoby wciąż nie ma) opowiadał także o automatycznym translatorze polsko-śląskim, rozwijanym m.in. podczas redagowania portalu Wachtyrz.eu.
Warto było przyjechać i porozmawiać.




Friday, September 21, 2018

Gŏdka ślōnskŏ w kampanii samorządowej

Portal Samorządowy nie wie, że po śląsku przymiotnik w dopełniaczu nie traci -j, czyli że powinno być ślōnskij, a nie ślōnski (lub w uproszczeniu ślonski). Niemniej jednak informuje o tym, że kandydat Koalicji Obywatelskiej (Platforma Obywatelska, Nowoczesna) Jarosław Makowski przedstawił program wsparcia czy nawet promocji języka mieszkańców Górnego Śląska w Katowicach, stolicy województwa śląskiego:
  • Zgłoszone przez przedstawicieli KO pomysły to: lekcje śląskiego w przedszkolach, poprzedzone kursem e-learningowym śląskie dyktando (miejska instytucja prowadzi już znane w kraju Ogólnopolskie Dyktando) czy stworzenie w centrum miasta "sfery godki" - ze śląskimi elementami, np. napisem: "Jo przaja Kato" (Kocham Katowice) czy szpilplacem (placem zabaw) z odtwarzanymi po śląsku bajkami.
  • Kandydaci Koalicji Obywatelskiej proponują też powołanie miejskiego rzecznika śląskiej godki - z zapewnieniem mu budżetu oraz ustanowienie Festiwalu Literackiego im. Wilhelma Szewczyka.
Interesujące jest to, że łączy się tradycyjną mowę ze współczesnymi formami.
Ciekawe, czy kandydaci komitetów „tożsamościowych”, tj. Śląskiej Partii Regionalnej i Ślonzoki Razem, również przedstawią jakiś program w zakresie wsparcia języka śląskiego. Wystąpienie Jarosława Makowskiego i poseł Moniki Rosy wydaje się inicjatywą ciekawą i pozytywną.
Odnotowane.

Saturday, August 25, 2018

Kto kogo lubi i kto co wie

Cenię publicystykę Jana Dziadula. Pisze on o Śląsku, a może tylko ja czytam jego teksty Śląska dotyczące. Zajął się on ostatnio jednym z postulatów nowo powstałej Śląskiej Partii Regionalnej.
Referuje je na podstawie dostępnych wypowiedzi, bo widocznie względy programowe albo brak profesjonalizmy spowodowały, że nie zaproszono go na jakąś oficjalną ich prezentację.
W tekście Ślonzoki oddają Częstochowę zwróciła moją uwagę analiza postaw mieszkańców tych miast i gmin, które w latach 1975–1998 należały do województwa częstochowskiego:
Entuzjazmu jednak nie słychać i nie widać. Po doświadczeniach 1975–98 mało kto chce się dobrowolnie z Częstochową się zadać. Lubliniec i okolice to czysto śląskie ziemie. Olesno, Dobrodzień, Praszka – to śląska Opolszczyzna, która woli pielgrzymować na Górę św. Anny, a nie (wyobraźcie sobie!) na Jasną Górę. Pajęczno znowu dobrze się czuje we władzy Łodzi, a Radków chce, aby panowały nad nim Kielce. Koniecpol i Szczekociny ciążą ku Katowicom – nawet czarna polewka podawana przez Ślonzoków nie jest w stanie poronić tego stanu. A utworzenie województwa częstochowskiego z Kłobuckiem i Myszkowem to ciut za mało, żeby ambicjom stało się zadość.
Oto mapa, która pozwoli się zorientować, o jakich terytoriach pisał Jan Dziadul:
Dziękuję, Wikipedyści, zwłaszcza GrzegorzusLudi, jesteście najlepszymi dostarczycielami potrzebnych danych w przystępnej formie.
A teraz wracam do tego, co mnie jednak zdziwiło i przeciwko czemu pragnę zaprotestować, jako że nieco się orientuję w tych kwestiach. Oczywiście, że Olesno i Dobrodzień to miasta górnośląskie, obecnie w granicach województwa opolskiego. Przy okazji: są tacy, którzy reagują nerwowo na formę Opolszczyzna.

Ale Praszka!

Praszka — no błagam! — to nie „śląska Opolszczyzna”. Co więcej, wcale nie Częstochowa jest punktem, ku któremu mieliby ciążyć jej mieszkańcy. Owszem, to diecezja częstochowska, ale historycznie to ziemia wieluńska. Spójrzmy na mapę Korony Polskiej odzwierciedlającej stan z XVI wieku:
Praszka, na południe od Wielunia, nad samą granicą śląską (graniczną rzeką jest tam Prosna, szerokości paru kroków) należy do ziemi wieluńskiej, łączonej z województwem sieradzkim, a Kłobuck i Częstochowa to już tereny województwa krakowskiego. Długie jest trwanie granic dawnych. Pewne jest jednak to, że granica kościelna, diecezji opolskiej i częstochowskiej, nie pokrywa się ze współczesnym podziałem na województwa, nie współgrała ona z granicami sprzed reformy prof. Kuleszy. Na tym odcinku pokrywa się ona ze starym podziałem na Śląsk i nie-Śląsk. Z Olesna i Dobrodzienia więc rzymscy katolicy jeżdżą na Górę Świętej Anny, ale praszkowiacy, słynną mieli Jasną Górę, ale znacznie bliżej sanktuarium w Wieluniu, gdzie od XVII wieku obchodzi się maryjny odpust w okolicach 28 sierpnia.
Ciążeniem zaś i czarną polewką zajmę się gdzie indziej.