Monday, August 20, 2018

Tematy niełatwe: granica etniczna

Zeszyty Łużyckie opublikowały artykuł Roberta Kulmińskiego o mniejszości narodowej czeskiej i słowackiej w granicach Polski po roku 1945.
Granica etniczna jest nie tylko terytorialna, ale narracyjna i konstruowana medialnie. Wspomina się Bartha i Eriksena, co brzmi oczywiście mądrze i wzbudza respekt. Autor zastrzega się, że informacje podaje w dużym uproszczeniu. W odniesieniu do Spisza i Orawy autor napisał:
W wyniku tych postanowień Polsce przypadło 25 miejscowości, w których mieszkała ludność rdzennie słowacka. (s. 158)
Niełatwa sprawa. Uproszczenie chyba poszło za daleko. Dlatego także, iż część autochtonicznych mieszkańców nie uważa się za Słowaków. Ale może widzę coś, czego tam nie ma? Autor nie napisał, że całość tamtejszej ludności jest rdzennie słowacka. Ale skoro tak to można odczytać, to warto precyzować. Przy czym należy także pamiętać, że relacje międzyludzkie są bardziej złożone — bardzo często więzi społeczności wiejskiej, parafii, rodzin, sąsiedzka pomoc nie są łączone z różnicą etniczną. Kiedy indziej jest ona wspominana lub podnoszona, zwłaszcza gdy jakieś działania naruszają status quo, nie zawsze spójny i zwerbalizowany.
W ciekawym artykule, napisanym po zbadaniu kilku ważnych roczników czasopisma Život (1968, 1969, 1992, 1993) ukazano presję ideologiczną na przedstawicieli mniejszości czeskiej i słowackiej oraz sprowadzenie różnicy między nimi a większością polską do folkloru, ujętego w ramę interpretacyjną folkloryzmu (cytuje się J. Bursztę i R. Sulimę):
Zjawiska, którym przypisujemy miano folkloryzmu, zachodzą mniej więcej w taki oto sposób: „my” przedstawiamy „wam” nasze obrzędy, nasze pieśni, nasze opowieści, a one służą „nam” i „wam” do zabawy, choć w naszej kulturze pełniły uprzednio inne funkcje, które badacze określają jako bytowe, religijne, egzystencjalne itp. Zatem „my” i „wy” zostaliśmy umówieni za sprawą instytucji w celu zabawowym (Sulima 1992: 187).
Zawsze grupom jakoś innym od większości grozi lekceważenie — ze strony większości, ale niekiedy też ze strony państwa, poza którego granicami znajdują się rodacy. Gdy łączy się to z ideologią, dochodzi kłamstwo. Nie mam innego słowa na opis zaniku/likwidacji szkolnictwa czeskiego i słowackiego. Osoba pisząca o sytuacji w konkretnych miejscowościach nie ma prawa przeinaczać i lekceważyć prawdy. Brać za dobrą monetę opis ze szczytu kampanii głoszącej jedność narodową (etniczną) Polski Ludowej, w czasie podsycania „antyrewanżystowskiej” histerii zbiorowej i kampanii antysemickiej? Koniecznie trzeba to zestawić z wolnymi od cenzury opowieściami o tym, jak to „dobrowolnie” „same” społeczności te „rezygnowały” z nauczania w języku narodu, z którym się utożsamiały. Chodzi mi na przykład o takie stwierdzenia:
Do zaprzestania nauczania języka czeskiego w Zelowie doprowadziły niewielkie zainteresowanie ze strony uczniów oraz brak wykwalifikowanej kadry, a w niektórych szkołach z językiem słowackim uczniowie rezygnują z nauki tego języka, ponieważ w domu używają dialektu podhalańskiego [podkreśl. moje]. W konsekwencji słowacki jest dla nich niejako kolejnym, niemal obcym językiem (Mauersberg 1968).
Nie było wówczas i nie ma dziś pojęcia dialektu podhalańskiego. Gwary polskiej „państwowo” części Spisza i Orawy są spiskie i orawskie. Kwalifikuje się je jako pokrewne gwarze podhalańskiej (również wewnętrznie zróżnicowanej) części dialektu małopolskiego. Wpływy kulturalne i historyczne wytworzyły ich specyfikę, w której niemałą rolę odgrywają elementy wspólne z sąsiadującymi gwarami (lokalnymi systemami językowymi) słowackimi i rusińskimi.
Nazwanie mowy Spiszaków i Orawian dialektem podhalańskim wywoła raczej rozdrażnienie i śmiech, i to zarówno u osób z polską, jak i słowacką identyfikacją narodową. Podhalanie również mogą wyrazić swe wątpliwości. Nie uchodzi w tekście naukowym, bo publikowanym w naukowym czasopiśmie.
W odniesieniu do sytuacji mniejszości narodowych, językowych i religijnych oczekiwałbym nieco większej precyzji, aby mimo perspektywy obiektywnej, a zapewne nie wrogiej wobec opisu społeczności, którą miała reprezentować prasa, nie upraszczać.
Mogę pochwalić bibliografię. Oprócz bezsensownych półpauz w dwuczłonowych nazwiskach.

Wednesday, July 25, 2018

Jak się ma język mazurski, o ile istnieje?

Zdaje się, że język mazurski istnieje coraz bardziej, a z pewnością odbija się od niebytu, w który był wtrącony przez ostatnie 80 lat.
Jednym ze spektakularnych kroków było złożenie wniosku o nadanie mu kodu ISO przez SIL. Nic nie wiem o jego rozpatrzeniu, odrzuceniu lub zaakceptowaniu.
Na pewno pojawiają się podmioty społeczne, które pragną powstrzymać całkowity zanik „gwary mazurskiej”, etnolektu mazurskiego, mowy i pisanego języka Mazurów. Czy to pogrobowcy Bismarcka? Zawsze wszak istniały głosy, że mówienie o języku mazurskim jest uleganiem antypolskiej propagandzie niemieckiej.
Ponieważ najwięcej dzieje się dziś w internecie, to jest na piśmie, siłą rzeczy odbywa się proces ewolucji systemu językowego. Nowe formy pisane oddziałują na mowę.
Zamierzam bliżej się przyglądać pisanym tekstom mazurskim, zwłaszcza nowym.

Friday, July 20, 2018

Drugie języki Drugiej Rzeczypospolitej

W czeluściach internetu wynalazł tę mapę i dał link do niej na fanpejdżu miłośników języka białoruskiego Роднае Слова (Rodnaje słowa) Mikoła Ramanouski. Zresztą pewnie już czytaliście. Wydaje się, że została ona wykonana na podstawie danych statystycznych dotyczących mniejszości narodowych i językowych w II Rzeczypospolitej. Na olbrzymiej większości dzisiejszego terytorium Polski (którą RP teraz mamy?) językiem pierwszym, przeważającym, był język polski. Poza czerwoną kropką błędnie opisaną jako Bielsk. Z nim też utożsamiano (w statystyce i spisach, choć w deklaracjach speakerów mogło być różnie) kaszubski i śląski (ten do dziś, jak wiadomo z każdego chyba wpisu tutaj wciąż jest w jakimś procesie, jak nie rodzenia się, to podważania takiej możliwości). Uwzględniono rusiński. Na wschodzie terytorium II Rzeczypospolitej polszczyzna zajmowała miejsce drugie...

Co jest najważniejsze? W II Rzeczypospolitej nie sposób było być polskojęzycznym obywatelem, Polakiem z urodzenia lub wyboru, by nie słyszeć, a w praktyce i nie znać co najmniej jednego języka „sąsiedzkiego”. Świadomie nie nazwałem go obcym, bo obcość w tym przypadku znaczy „nie swojość”, ale nie nieznajomość ex definitione. Zawsze będę pamiętał opowieść aktora Jerzego Nowaka, że jidysz nauczył się na podwórku w Bohorodczanach, bawiąc się z żydowskimi rówieśnikami.
O językach zajmujących pozycje najodleglejsze można zaś poczytać na stronie Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej. Nie dalej jak wczoraj na Twitterze Krzysztof Karnkowski pisał, że Górnik Zabrze grał z Zarią Bielce — Bălți (bo w Mołdawii). Nota bene „sztejtełe Bełz” to podobno nie Bełz, ale właśnie „Belc”.
Profesor Kamusella opowiadał o praktykowaniu „wypożyczania” dzieci w obrębie różnojęzycznych sąsiadów i znajomych na Górnym Śląsku — taka wymiana bez zmiany szkoły i miejscowości, imersyjny kurs, zanim lingwodydaktycy wymyślili takie pojęcie.
Dziś tak nie ma (?)

Thursday, July 19, 2018

Czy są języki? Debatują — dobrze czy źle?

Publicysta powinien być wyrazisty, chwalić lub oburzać się. Ale czy bloger jest publicystą a blog o językach miejscem na uzewnętrznianie emocji piszącego i zdającego sprawę z procesu rodzenia się języków? Wątpliwości te ujawniam na początku, żeby przytoczyć, uchronić przed własną niepamięcią (tekst z 11 czerwca 2018 r.) zapowiedź debaty na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, w której mieli wziąć udział wybitni slawiści:
Będziemy starali się odpowiedzieć na pytania, które stawiamy sobie, czyli czy i jak małe języki obronią się przed inwazją języka angielskiego, przyszłą i przewidywaną ofensywą języka chińskiego? Jaka jest dynamika rozwojowa języków i ich tempo? Jakie są możliwości obrony języków i jakie relacje powstają pomiędzy małymi i bardzo małymi językami a językami wielkimi, większymi czy narodowymi? Czy jest język śląski i kaszubski i jakie regulacje i prawidłowości porządkują relacje z polszczyzną? Jak wygląda problematyka małych języków w perspektywie ogólnoeuropejskiej i uniwersalnej - dodaje prof. Zieliński. W debacie udział zapowiedzieli wybitni uczeni: prof. Danko Šipka z Arizona State University, polonista oraz badacz małych języków, m. in. języka kaszubskiego – prof. Motoki Nomachi z Hokkaido University, Japonia oraz dr hab. Snježana Kordić, badacz niezależny z Chorwacji. UAM reprezentować będzie prof. Tomasz Mika. (Źródło: Głos Wielkopolski)
Profesor Bogusław Zieliński zwrócił uwagę na ważny wątek — wyodrębnianie się „nowych” języków wytwarza nowe opozycje i zmienia układ relacji. To jest ciekawy proces „kształtowania nowych standardów językowych, czyli lingwistycznej inżynierii, której celem jest powiększenie dystansu wobec sąsiada”.
Czy debata się odbyła? Głos Wielkopolski o tym nie poinformował. Na stronie UAM też tylko zapowiedź. Poznaniacy solidni, więc pewnie wszystko zostało zrobione porządnie, ale rad by się człowiek dowiedzieć, kto co powiedział i czy istnieje śląski i kaszubski. Skoro istnieje czarnogórski. Jeśli.

Saturday, June 16, 2018

Po śląsku w przestrzeni publicznej

https://andrzej-aci.blogspot.com/2018/06/to-mi-sie-podobo.html?spref=tw&m=1

Słownik pokazany Krakowowi

Przeczytajcie-że Państwo, bo słownik regionalizmów krakowskich bardzo ciekawy.

http://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/140122299

Saturday, June 2, 2018