Tuesday, December 11, 2018

O językach na Górnym Śląsku

Szybki przegląd różnych informacji jakoś związanych z językowym krajobrazem Górnego Śląska.

  • weekendowy dodatek Nowej Trybuny Opolskiej o 25-leciu zespołu Silesia z Łubnian, który śpiewa po naszymu;
  • Gerhard Gnauck przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach opisuje we Frankfurter Allgemeine Zeitung przemiany regionu, koniec epoki górnictwa i kwestie społeczne. Deutsche Welle omawia tekst (nie mam dostępu do całości artykułu FAZ):

Skomplikowana historiaGnauck pisze o skomplikowanej historii Górnego Śląska między Polską a Niemcami. Na wybranych przykładach pokazuje dramatyczne momenty, gdy członkowie jednej rodziny służyli i w Wehrmachcie, i w wojsku polskim, a po wojnie byli przez władze polskie internowani i wysiedlani przymusowo do RFN i NRD.

(...) Gnauck zwraca uwagę na umacniającą się lokalną tożsamość Ślązaków i różniący się od polskiego język śląski [podkreśl. AC]. Wskazuje ponadto na sukcesy Ruchu Autonomii Śląska. Jego zdaniem w Polsce „raczej nie będzie drugiej Katalonii”. Niemiecki dziennikarz zaznacza, że w niedawnych wyborach samorządowych partie opowiadające się za autonomią Górnego Śląska nie przekroczyły progu wyborczego.

  • w Rudzie Śląskiej czczono pamięć Jana Stefana Dworaka (1899–1986), polskiego działacza plebiscytowego i historyka lokalnej społeczności. Zdziwiło mnie, że w uczniowskiej prezentacji także pojawił się interesujący mnie w niniejszym blogu język śląski. Expressis verbis:

Dworak jest w gronie 44 osób zasłużonych dla Rudy Śląskiej, których sylwetki znajdują się na murach przy ulicy Kubiny, ale jest również patronem  Szkoły Podstawowej nr 22 w Nowym Bytomiu.
Sylwetkę swojego patrona wspominali dzisiaj sami uczniowie wspomnianej szkoły:
Z rodzinnego domu, w którym panowały polska tradycja i głębokie umiłowanie języka śląskiego [podkreśl. AC], wyniósł on świadomość swojej polskości i zasady moralne, którym pozostał wierny przez całe życie. Już w okresie szkolnym zarejestrowano jego zainteresowanie historią, szczególnie pilnie uczył się tego przedmiotu. Pozostając wierny rodzinnej tradycji religijnej oraz widząc, że Kościół katolicki stanowił niemal jedyną ostoję polskości, od najmłodszych lat związał się z ruchem katolickim.
Jan Stefan Dworak badał i starał się odtworzyć dzieje naszego miasta wykazując niezwykłą skrupulatność i pracowitość. Swoją pracą naukowo-badawczą zaskarbił sobie szacunek wśród lokalnej społeczności i środowiska naukowego. – wspominali Jana Stefana Dworaka uczniowie podczas uroczystej akademii.

https://rudaslaska.com.pl/i,w-szkole-podstawowej-nr-22-obchodzili-swieto-patrona---jana-stefana-dworaka,100,1360844.html
Dziś taka konfiguracja słów kluczowych nie dziwi, ale to współczesna, postmodernistyczna synteza. W czasach plebiscytu polskość i religia mogły współwystępować (ale język śląski — nie). W czasach sanacji — polskość oczywiście mogła być promowana, ale lepiej, by występowała w sojuszu z wojewodą Grażyńskim niż z ważniejszym podczas plebiscytu Korfantym; religijność — tak, ale stonowana, a w szczegółach tradycja walczyła z modernizacyjnymi i kolektywistycznymi pomysłami rządu (boje o zajęcia z wychowania fizycznego i przygotowania wojskowego dziewcząt i kobiet). Język śląski — nie! Po wojnie — walka o polskość w czasach plebiscytu oceniana jako słuszna, choć najlepiej by było, gdyby się nie konfliktowała ze słuszniejszymi bądź co bądź internacjonalistycznymi uczuciami i dążeniami wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, którym tam wówczas przewodzić miała Komunistyczna Partia Niemiec. Grażyński i Korfanty — najlepiej do żadnego się nie przyznawać. Religijność — jako relikt tolerowana. Język śląski — na indeksie. Wolno mówić i pisać „gwara śląska”.
Współcześnie zaś wszystko ze wszystkim da się połączyć, bo nie ma już bezpośrednich świadków wydarzeń sprzed lat stu i późniejszych. Tak więc funkcjonujący w tych różnych uwarunkowaniach społecznych i politycznych lokalny działacz i erudyta (w Wikipedii artykulik marny).
Historyk Rudy Śląskiej, dziejopis Karola Goduli, „człowiek wielce prawy” jest zbyt mało znany.
(tablica na kamienicy, gdzie mieszkał J.S. Dworak; źródło: http://rudaslaska-ruda-slaska.blogspot.com/p/znani-ludzie-z-rudy-slaskiej.html)
Współpraca z powojenną władzą i wyjazd (wygnanie?) w latach stalinowskich powinny być opisane nie ogólnikowo i bez coraz mniej zrozumiałych eufemizmów. I czy pisał coś o umiłowanym języku śląskim?

Czy to się jakoś łączy?

Nie. Sądzę, że te doniesienia z jednego właściwie dnia, z różnych stron, łączące się z kwestią języka na Górnym Śląsku, pokazują wielogłosowość i osobność narracji, ich pewną lekkość. Czy pojawi się jakaś unifikująca idea, która język śląski będzie promować lub na nowo zakazywać używania takiej frazy nominalnej?

Thursday, November 29, 2018

Śląski i gwarowy to nie to samo

Sympatyczny serwis PCFormat informuje:
Piracki i śląski
Rodzina języków, na które przetłumaczony został Facebook, stale rośnie – na ten moment jest ich aż 113. Aby zmienić obecnie ustawiony, musimy znaleźć na stronie głównej portalu pasek ze zdjęcia powyżej i kliknąć w +. Wówczas przeniesieni zostajemy do menu wyboru języka – poza normalnymi, pełnoprawnymi, możemy również zaznaczyć... piracką wersję angielskiego lub normalną, ale ze wszystkimi literami obróconymi do góry nogami. Ślōnskŏ gŏdka to natomiast ukłon w stronę Górnoślązaków. Gwarowy Facebook jest naprawdę wart zobaczenia.

Trzeba komentować, bo tekst sam się nie zinterpretuje, a pozostanie w cybertekstosferze, dopóki nie wyłączą prądu.
1. Ślōnskŏ gŏdka jako jeden z języków menu Facebooka to nie jest czyjkolwiek ukłon, ale wynik inicjatywy — tak ja to pamiętam — Martina Grabowskiego i pracy wielu ludzi, którzy lepiej lub gorzej, zgodnie lub indywidualistycznie współtworzyli śląskie wersje. Ich wprowadzenie to wynik presji i działania regulaminu Facebooka, a nie łaska.
2. „Gwarowy Facebook jest naprawdę wart zobaczenia”. Nie ma gwarowego Facebooka, choć mnie by się marzył, żeby na przykład po przejściu jakiejś historycznej granicy, np. małopolsko-mazowieckiej czy lachowsko-krakowskiej, menu zmieniało mi się w zależności od gwary używanej na danym terenie. (Górno)śląski i gwarowy to nie to samo. Pojęcie „gwara śląska” odchodzi w przeszłość.
Odchodzi w przeszłość, bo pojawiają się książki na których jest napisane, że ich językiem jest śląski. Język. Procesy historycznojęzykowe trwają, nie można się poznawczo zasklepiać.

Tuesday, October 16, 2018

Drach. Edycyjŏ ślōnskŏ

Co tu gŏdać? Jŏ bych pedzioł, iże tyn ślōnski literacki jynzyk, nie yno gŏdka, gŏdanŏ mołwa, gwara prostego ludu, nie je już in statu nascendi, ōn już je natus. Powiycie, iżech to już pisoł po wydaniu Dantego i inkszych ôd Mirosława Syniawy, ale to bōła poezyjŏ, a terazki idzie poczytać powieść, ôpowieść. Po ślōnsko gŏdŏ i Szczepōn Twardoch, i jego tłōmacz Grzegorz Kulik, po ślōnsko gŏdŏ panchrōniczny, chtōniczny narrator Dracha. To już nie je jedno. To je coś!
Jest coś bardzo znaczącego i radosnego w tym, że na taki wydawniczy eksperyment zdecydowało się krakowskie Wydawnictwo Literackie. Czy ktoś wreszcie zrozumiał, że śląski rynek czytelniczy to nie kilkadziesiąt osób, lecz kilkadziesiąt tysięcy aktywnych czytelników i dyskutantów? Czy może był to niefrasobliwy ryzykancki krok, że ostatecznie ludzie kupią, bo Twardoch to już znana pisarska marka? Wreszcie, popatrzmy, ani słowa w mediach nie widziałem na temat tego, że taka decyzja edytorska to coś, co czymś grozi, coś rozbija, coś podważa. To dowód na to, że dobra literatura wznosi nawet rozpalonych dyskutantów ponad ich codzienne emocje. Że ocena śląskiej wersji Dracha będzie należeć do czytelników. Ten rwany epos, ta trudna proza, opowieść sub specie aeternitatis, proza Marasu, dosłownych Blut und Boden warta jest czytania. Być może opisy upadków i powstań, cień śmierci, porównanie różnych epok i śląskiego w nich bytowania sprawi także, iż możliwe będzie jakieś oczyszczenie pamięci o pamięci, odzyskanie własnego głosu, uznanie prawa do wielogłosowej opowieści wciąż śląskiej.
Nie trzeba więcej pisać na ten temat. Trzeba więcej czytać i myśleć. Albo słuchać audiobooka.
Szczepōn Twardoch, Drach. Edycyjŏ ślōnskŏ. Przekłŏd Grzegorz Kulik. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

Friday, October 5, 2018

A język podlaski?

O języku podlaskim, wschodniosłowiańskim, z fonetyczną bazą najbliższą miasta Kleszczele, chyba już gdzieś pisałem, ale nie zdołałem teraz tego odnaleźć.
Musi więc być sygnał, że jest taki „projekt językowy”, jak określał niektóre byty i przedsięwzięcia prof. Aleksandr Duliczenko.
Najważniejsza dla zaczerpnięcia wszelkiej wiedzy, poczytania i posłuchania podlaskiego języka jest strona svoja.org, tworzona przez Jana Maksymiuka — dziennikarza i tłumacza, autora opisów gramatycznych podlaszczyzny.
Ja się właśnie zachwyciłem pięknie wydanym zbiorem bajek dla dzieci, Kazki po-svojomu.
Odradzanie się języków, przechodzenie dawnych ledwie „gwar” w stan językowości odbywa się właśnie tak — ludzie wykształceni, mobilni, wielojęzyczni doceniają mowę swoich dziadków, przenoszą ją w nowe konteksty i oto jest byt, który winien uzupełniać, ze względu na sam fakt swego zaistnienia, podręczniki z wyliczeniem i klasyfikacją języków słowiańskich. Fanaberia? Nie sądzę.

Sunday, September 30, 2018

Gŏdka ślōnskŏ w kampanii — cz. 2

Część druga, bo była pierwsza, o propozycjach Koalicji Obywatelskiej (to jest Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej).
26 września w katowickim klubie Śląskiej Partii Regionalnej, przy okazji Europejskiego Dnia Języków, przedstawione zostały dokonania i nowe pomysły na obecność i promocję języka śląskiego w sferze publicznej. W
szystko, co wychodzi poza próg domu, trafia na plac, czyli na agorę, a to jest przestrzeń publicznej dyskusji, więc polityczna. Polityczna, ale nie musi być plątaniną interesów i małostkowych kłótni.
Rafał Adamus (nb. kandydat na prezydenta Chorzowa) opowiedział o licznych działaniach stowarzyszenia Pro Loquela Silesiana — o grancie „ośmielającym” do mówienia po śląsku także na spotkaniach biznesowych, m.in. za pomocą filmów:

o tłumaczeniu na śląski menu do Samsunga, o reklamach w lokalnych marketach i dla dużych marek,
a także o bieżących planach Śląskiej Partii Regionalnej, m.in.:

  • wsparcie finansowe dla edukacji regionalnej, w tym dla działań na rzecz kodyfikacji i jej wdrażania,
  • powołanie Rady Języka Śląskiego i Społecznej Rady Języka Śląskiego,

Piszący te słowa skonstatował istotny skok w zakresie świadomości i kodyfikacji języka, ujęty w nieco uproszczoną formułę, że gdy rozważaliśmy w Wiśle na Zjeździe Ślonskigo Beranio sytuację językową, można było powiedzieć, że ówczesne rozproszone działania lokują aktywistów śląskich 150 lat za Kaszubami, a dziś można rzec optymistycznie, że Kaszubi wyprzedzają Ślązaków zaledwie o lat 30.
(fot. Marcin Musiał)
Zbigniew Kadłubek — profesor Uniwersytetu Śląskiego, a wkrótce także dyrektor Biblioteki Śląskiej — przedstawił pogłębioną, ale optymistyczną wizję dialogicznej śląskości.
Grzegorz Kulik, tłumacz Dracha Szczepana Twardocha na język śląski (którego to języka jakoby wciąż nie ma) opowiadał także o automatycznym translatorze polsko-śląskim, rozwijanym m.in. podczas redagowania portalu Wachtyrz.eu.
Warto było przyjechać i porozmawiać.




Friday, September 21, 2018

Gŏdka ślōnskŏ w kampanii samorządowej

Portal Samorządowy nie wie, że po śląsku przymiotnik w dopełniaczu nie traci -j, czyli że powinno być ślōnskij, a nie ślōnski (lub w uproszczeniu ślonski). Niemniej jednak informuje o tym, że kandydat Koalicji Obywatelskiej (Platforma Obywatelska, Nowoczesna) Jarosław Makowski przedstawił program wsparcia czy nawet promocji języka mieszkańców Górnego Śląska w Katowicach, stolicy województwa śląskiego:
  • Zgłoszone przez przedstawicieli KO pomysły to: lekcje śląskiego w przedszkolach, poprzedzone kursem e-learningowym śląskie dyktando (miejska instytucja prowadzi już znane w kraju Ogólnopolskie Dyktando) czy stworzenie w centrum miasta "sfery godki" - ze śląskimi elementami, np. napisem: "Jo przaja Kato" (Kocham Katowice) czy szpilplacem (placem zabaw) z odtwarzanymi po śląsku bajkami.
  • Kandydaci Koalicji Obywatelskiej proponują też powołanie miejskiego rzecznika śląskiej godki - z zapewnieniem mu budżetu oraz ustanowienie Festiwalu Literackiego im. Wilhelma Szewczyka.
Interesujące jest to, że łączy się tradycyjną mowę ze współczesnymi formami.
Ciekawe, czy kandydaci komitetów „tożsamościowych”, tj. Śląskiej Partii Regionalnej i Ślonzoki Razem, również przedstawią jakiś program w zakresie wsparcia języka śląskiego. Wystąpienie Jarosława Makowskiego i poseł Moniki Rosy wydaje się inicjatywą ciekawą i pozytywną.
Odnotowane.

Saturday, August 25, 2018

Kto kogo lubi i kto co wie

Cenię publicystykę Jana Dziadula. Pisze on o Śląsku, a może tylko ja czytam jego teksty Śląska dotyczące. Zajął się on ostatnio jednym z postulatów nowo powstałej Śląskiej Partii Regionalnej.
Referuje je na podstawie dostępnych wypowiedzi, bo widocznie względy programowe albo brak profesjonalizmy spowodowały, że nie zaproszono go na jakąś oficjalną ich prezentację.
W tekście Ślonzoki oddają Częstochowę zwróciła moją uwagę analiza postaw mieszkańców tych miast i gmin, które w latach 1975–1998 należały do województwa częstochowskiego:
Entuzjazmu jednak nie słychać i nie widać. Po doświadczeniach 1975–98 mało kto chce się dobrowolnie z Częstochową się zadać. Lubliniec i okolice to czysto śląskie ziemie. Olesno, Dobrodzień, Praszka – to śląska Opolszczyzna, która woli pielgrzymować na Górę św. Anny, a nie (wyobraźcie sobie!) na Jasną Górę. Pajęczno znowu dobrze się czuje we władzy Łodzi, a Radków chce, aby panowały nad nim Kielce. Koniecpol i Szczekociny ciążą ku Katowicom – nawet czarna polewka podawana przez Ślonzoków nie jest w stanie poronić tego stanu. A utworzenie województwa częstochowskiego z Kłobuckiem i Myszkowem to ciut za mało, żeby ambicjom stało się zadość.
Oto mapa, która pozwoli się zorientować, o jakich terytoriach pisał Jan Dziadul:
Dziękuję, Wikipedyści, zwłaszcza GrzegorzusLudi, jesteście najlepszymi dostarczycielami potrzebnych danych w przystępnej formie.
A teraz wracam do tego, co mnie jednak zdziwiło i przeciwko czemu pragnę zaprotestować, jako że nieco się orientuję w tych kwestiach. Oczywiście, że Olesno i Dobrodzień to miasta górnośląskie, obecnie w granicach województwa opolskiego. Przy okazji: są tacy, którzy reagują nerwowo na formę Opolszczyzna.

Ale Praszka!

Praszka — no błagam! — to nie „śląska Opolszczyzna”. Co więcej, wcale nie Częstochowa jest punktem, ku któremu mieliby ciążyć jej mieszkańcy. Owszem, to diecezja częstochowska, ale historycznie to ziemia wieluńska. Spójrzmy na mapę Korony Polskiej odzwierciedlającej stan z XVI wieku:
Praszka, na południe od Wielunia, nad samą granicą śląską (graniczną rzeką jest tam Prosna, szerokości paru kroków) należy do ziemi wieluńskiej, łączonej z województwem sieradzkim, a Kłobuck i Częstochowa to już tereny województwa krakowskiego. Długie jest trwanie granic dawnych. Pewne jest jednak to, że granica kościelna, diecezji opolskiej i częstochowskiej, nie pokrywa się ze współczesnym podziałem na województwa, nie współgrała ona z granicami sprzed reformy prof. Kuleszy. Na tym odcinku pokrywa się ona ze starym podziałem na Śląsk i nie-Śląsk. Z Olesna i Dobrodzienia więc rzymscy katolicy jeżdżą na Górę Świętej Anny, ale praszkowiacy, słynną mieli Jasną Górę, ale znacznie bliżej sanktuarium w Wieluniu, gdzie od XVII wieku obchodzi się maryjny odpust w okolicach 28 sierpnia.
Ciążeniem zaś i czarną polewką zajmę się gdzie indziej.



Monday, August 20, 2018

Tematy niełatwe: granica etniczna

Zeszyty Łużyckie opublikowały artykuł Roberta Kulmińskiego o mniejszości narodowej czeskiej i słowackiej w granicach Polski po roku 1945.
Granica etniczna jest nie tylko terytorialna, ale narracyjna i konstruowana medialnie. Wspomina się Bartha i Eriksena, co brzmi oczywiście mądrze i wzbudza respekt. Autor zastrzega się, że informacje podaje w dużym uproszczeniu. W odniesieniu do Spisza i Orawy autor napisał:
W wyniku tych postanowień Polsce przypadło 25 miejscowości, w których mieszkała ludność rdzennie słowacka. (s. 158)
Niełatwa sprawa. Uproszczenie chyba poszło za daleko. Dlatego także, iż część autochtonicznych mieszkańców nie uważa się za Słowaków. Ale może widzę coś, czego tam nie ma? Autor nie napisał, że całość tamtejszej ludności jest rdzennie słowacka. Ale skoro tak to można odczytać, to warto precyzować. Przy czym należy także pamiętać, że relacje międzyludzkie są bardziej złożone — bardzo często więzi społeczności wiejskiej, parafii, rodzin, sąsiedzka pomoc nie są łączone z różnicą etniczną. Kiedy indziej jest ona wspominana lub podnoszona, zwłaszcza gdy jakieś działania naruszają status quo, nie zawsze spójny i zwerbalizowany.
W ciekawym artykule, napisanym po zbadaniu kilku ważnych roczników czasopisma Život (1968, 1969, 1992, 1993) ukazano presję ideologiczną na przedstawicieli mniejszości czeskiej i słowackiej oraz sprowadzenie różnicy między nimi a większością polską do folkloru, ujętego w ramę interpretacyjną folkloryzmu (cytuje się J. Bursztę i R. Sulimę):
Zjawiska, którym przypisujemy miano folkloryzmu, zachodzą mniej więcej w taki oto sposób: „my” przedstawiamy „wam” nasze obrzędy, nasze pieśni, nasze opowieści, a one służą „nam” i „wam” do zabawy, choć w naszej kulturze pełniły uprzednio inne funkcje, które badacze określają jako bytowe, religijne, egzystencjalne itp. Zatem „my” i „wy” zostaliśmy umówieni za sprawą instytucji w celu zabawowym (Sulima 1992: 187).
Zawsze grupom jakoś innym od większości grozi lekceważenie — ze strony większości, ale niekiedy też ze strony państwa, poza którego granicami znajdują się rodacy. Gdy łączy się to z ideologią, dochodzi kłamstwo. Nie mam innego słowa na opis zaniku/likwidacji szkolnictwa czeskiego i słowackiego. Osoba pisząca o sytuacji w konkretnych miejscowościach nie ma prawa przeinaczać i lekceważyć prawdy. Brać za dobrą monetę opis ze szczytu kampanii głoszącej jedność narodową (etniczną) Polski Ludowej, w czasie podsycania „antyrewanżystowskiej” histerii zbiorowej i kampanii antysemickiej? Koniecznie trzeba to zestawić z wolnymi od cenzury opowieściami o tym, jak to „dobrowolnie” „same” społeczności te „rezygnowały” z nauczania w języku narodu, z którym się utożsamiały. Chodzi mi na przykład o takie stwierdzenia:
Do zaprzestania nauczania języka czeskiego w Zelowie doprowadziły niewielkie zainteresowanie ze strony uczniów oraz brak wykwalifikowanej kadry, a w niektórych szkołach z językiem słowackim uczniowie rezygnują z nauki tego języka, ponieważ w domu używają dialektu podhalańskiego [podkreśl. moje]. W konsekwencji słowacki jest dla nich niejako kolejnym, niemal obcym językiem (Mauersberg 1968).
Nie było wówczas i nie ma dziś pojęcia dialektu podhalańskiego. Gwary polskiej „państwowo” części Spisza i Orawy są spiskie i orawskie. Kwalifikuje się je jako pokrewne gwarze podhalańskiej (również wewnętrznie zróżnicowanej) części dialektu małopolskiego. Wpływy kulturalne i historyczne wytworzyły ich specyfikę, w której niemałą rolę odgrywają elementy wspólne z sąsiadującymi gwarami (lokalnymi systemami językowymi) słowackimi i rusińskimi.
Nazwanie mowy Spiszaków i Orawian dialektem podhalańskim wywoła raczej rozdrażnienie i śmiech, i to zarówno u osób z polską, jak i słowacką identyfikacją narodową. Podhalanie również mogą wyrazić swe wątpliwości. Nie uchodzi w tekście naukowym, bo publikowanym w naukowym czasopiśmie.
W odniesieniu do sytuacji mniejszości narodowych, językowych i religijnych oczekiwałbym nieco większej precyzji, aby mimo perspektywy obiektywnej, a zapewne nie wrogiej wobec opisu społeczności, którą miała reprezentować prasa, nie upraszczać.
Mogę pochwalić bibliografię. Oprócz bezsensownych półpauz w dwuczłonowych nazwiskach.

Wednesday, July 25, 2018

Jak się ma język mazurski, o ile istnieje?

Zdaje się, że język mazurski istnieje coraz bardziej, a z pewnością odbija się od niebytu, w który był wtrącony przez ostatnie 80 lat.
Jednym ze spektakularnych kroków było złożenie wniosku o nadanie mu kodu ISO przez SIL. Nic nie wiem o jego rozpatrzeniu, odrzuceniu lub zaakceptowaniu.
Na pewno pojawiają się podmioty społeczne, które pragną powstrzymać całkowity zanik „gwary mazurskiej”, etnolektu mazurskiego, mowy i pisanego języka Mazurów. Czy to pogrobowcy Bismarcka? Zawsze wszak istniały głosy, że mówienie o języku mazurskim jest uleganiem antypolskiej propagandzie niemieckiej.
Ponieważ najwięcej dzieje się dziś w internecie, to jest na piśmie, siłą rzeczy odbywa się proces ewolucji systemu językowego. Nowe formy pisane oddziałują na mowę.
Zamierzam bliżej się przyglądać pisanym tekstom mazurskim, zwłaszcza nowym.

Friday, July 20, 2018

Drugie języki Drugiej Rzeczypospolitej

W czeluściach internetu wynalazł tę mapę i dał link do niej na fanpejdżu miłośników języka białoruskiego Роднае Слова (Rodnaje słowa) Mikoła Ramanouski. Zresztą pewnie już czytaliście. Wydaje się, że została ona wykonana na podstawie danych statystycznych dotyczących mniejszości narodowych i językowych w II Rzeczypospolitej. Na olbrzymiej większości dzisiejszego terytorium Polski (którą RP teraz mamy?) językiem pierwszym, przeważającym, był język polski. Poza czerwoną kropką błędnie opisaną jako Bielsk. Z nim też utożsamiano (w statystyce i spisach, choć w deklaracjach speakerów mogło być różnie) kaszubski i śląski (ten do dziś, jak wiadomo z każdego chyba wpisu tutaj wciąż jest w jakimś procesie, jak nie rodzenia się, to podważania takiej możliwości). Uwzględniono rusiński. Na wschodzie terytorium II Rzeczypospolitej polszczyzna zajmowała miejsce drugie...

Co jest najważniejsze? W II Rzeczypospolitej nie sposób było być polskojęzycznym obywatelem, Polakiem z urodzenia lub wyboru, by nie słyszeć, a w praktyce i nie znać co najmniej jednego języka „sąsiedzkiego”. Świadomie nie nazwałem go obcym, bo obcość w tym przypadku znaczy „nie swojość”, ale nie nieznajomość ex definitione. Zawsze będę pamiętał opowieść aktora Jerzego Nowaka, że jidysz nauczył się na podwórku w Bohorodczanach, bawiąc się z żydowskimi rówieśnikami.
O językach zajmujących pozycje najodleglejsze można zaś poczytać na stronie Dziedzictwo językowe Rzeczypospolitej. Nie dalej jak wczoraj na Twitterze Krzysztof Karnkowski pisał, że Górnik Zabrze grał z Zarią Bielce — Bălți (bo w Mołdawii). Nota bene „sztejtełe Bełz” to podobno nie Bełz, ale właśnie „Belc”.
Profesor Kamusella opowiadał o praktykowaniu „wypożyczania” dzieci w obrębie różnojęzycznych sąsiadów i znajomych na Górnym Śląsku — taka wymiana bez zmiany szkoły i miejscowości, imersyjny kurs, zanim lingwodydaktycy wymyślili takie pojęcie.
Dziś tak nie ma (?)

Thursday, July 19, 2018

Czy są języki? Debatują — dobrze czy źle?

Publicysta powinien być wyrazisty, chwalić lub oburzać się. Ale czy bloger jest publicystą a blog o językach miejscem na uzewnętrznianie emocji piszącego i zdającego sprawę z procesu rodzenia się języków? Wątpliwości te ujawniam na początku, żeby przytoczyć, uchronić przed własną niepamięcią (tekst z 11 czerwca 2018 r.) zapowiedź debaty na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, w której mieli wziąć udział wybitni slawiści:
Będziemy starali się odpowiedzieć na pytania, które stawiamy sobie, czyli czy i jak małe języki obronią się przed inwazją języka angielskiego, przyszłą i przewidywaną ofensywą języka chińskiego? Jaka jest dynamika rozwojowa języków i ich tempo? Jakie są możliwości obrony języków i jakie relacje powstają pomiędzy małymi i bardzo małymi językami a językami wielkimi, większymi czy narodowymi? Czy jest język śląski i kaszubski i jakie regulacje i prawidłowości porządkują relacje z polszczyzną? Jak wygląda problematyka małych języków w perspektywie ogólnoeuropejskiej i uniwersalnej - dodaje prof. Zieliński. W debacie udział zapowiedzieli wybitni uczeni: prof. Danko Šipka z Arizona State University, polonista oraz badacz małych języków, m. in. języka kaszubskiego – prof. Motoki Nomachi z Hokkaido University, Japonia oraz dr hab. Snježana Kordić, badacz niezależny z Chorwacji. UAM reprezentować będzie prof. Tomasz Mika. (Źródło: Głos Wielkopolski)
Profesor Bogusław Zieliński zwrócił uwagę na ważny wątek — wyodrębnianie się „nowych” języków wytwarza nowe opozycje i zmienia układ relacji. To jest ciekawy proces „kształtowania nowych standardów językowych, czyli lingwistycznej inżynierii, której celem jest powiększenie dystansu wobec sąsiada”.
Czy debata się odbyła? Głos Wielkopolski o tym nie poinformował. Na stronie UAM też tylko zapowiedź. Poznaniacy solidni, więc pewnie wszystko zostało zrobione porządnie, ale rad by się człowiek dowiedzieć, kto co powiedział i czy istnieje śląski i kaszubski. Skoro istnieje czarnogórski. Jeśli.

Saturday, June 16, 2018

Po śląsku w przestrzeni publicznej

https://andrzej-aci.blogspot.com/2018/06/to-mi-sie-podobo.html?spref=tw&m=1

Słownik pokazany Krakowowi

Przeczytajcie-że Państwo, bo słownik regionalizmów krakowskich bardzo ciekawy.

http://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/140122299

Saturday, June 2, 2018

Thursday, May 31, 2018

Wilamowski, śląski, kaszubski

Rzeczpospolita ciekawie i przyjaźnie o tym, że Polska nie jest językowym monolitem.
Z dobrymi życzeniami dla Wilamowic.

http://www.rp.pl/Widziane-z-regionu/305309956-Jezyki-nieobce.html

Wednesday, May 30, 2018

Fusbal, Ruch, postmodernizm

Nie jest to dobry czas dla Ruchu Chorzów. Drużyna ma kłopoty; napisał o tym. m.in. Dziennik Zachodni. Nie śledzę rozgrywek ligowych i nie jestem zagorzałym kibicem żadnego klubu. Czyli może nie powinienem się wypowiadać, skoro się nie znam. Nie będzie więc o piłce, ale o kwestiach językowych.
Okazuje się, że Ruch, jego kibice, pozycja klubu, treści wywieszanych transparentów itd. to obiekty badań socjologów. Poważnie. Poważnych. To zaskakujące dla laika, wiem. Proszę, w publikacji
The Palgrave International Handbook of Football and Politics 

Sunday, May 27, 2018

Friday, May 25, 2018

Rybnik. Dyktando Śląskie

Pisanie dyktand to sport, a może nawet tortura. Pisanie dyktanda z języka, który nie jest uznawany, to jednak coś innego — promocja, deklaracja, demonstracja, że to sprawa ważna osobiście i zbiorowo.
No toż jedźmy.



Prezidynt Rybnika bydzie pisoł we diktandzie godki ślōnskij we Rybniku.

Pierwszy raz w dziejach pisania dyktanda w języku śląskim, udział weźmie
tyle znakomitości z życia politycznego Górnego Śląska.
Pisać będzie prezydent miasta Rybnika, założyciele Śląskiej Partii
Regionalnej dr Ilona Kanclerz, Piotr Snaczke, a tekst dyktanda czytać będzie Marszałek
sejmiku śląskiego Henryk Mercik.
ORGANIZATOREM JEST DEMOKRATYCZNA UNIA REGIONALISTÓW ŚLĄSKICH
Nagrody ufundowali: - Europoseł Marek Plura, firmy Lubar, Mersplast
i Tygiel Rozmaitości.

W trakcie sprawdzania prac, wystąpi młodzież ZSP nr 2 z Rudy Śląskiej z śląską
jednoaktówką. Wystąpią również: - Zespół KGW "Popielów - Radziejów" z wybraną częścią jednoaktówki Fojermana i pieśniczkami po śląsku. Zespół "Ligocianki" z KGW w Ligocie z
pieśniczkami i wierszami po Śląsku.

Thursday, May 24, 2018

Rada Dialektu Kurpiowskiego

Kurpie mieszkają na Kurpiach.
Kraina Kurpiów nie przedstawiała jako taka zaokrąglonej przestrzeni, bo względnie do konturów puszcz położonych aż w czterech ziemiach: Łomżyńskiej, Ciechanowskiej, Rożańskiej i Nurskiej, ciągnęła się szerszym, węższym lub przerywanym pasem z północy od granicy pruskiej na południe do rzeki Bugu, od Myszyńca do Wyszkowa i Broku. 

Kurpie i Kurpianki mówią po kurpiowsku. Od kilkunastu lat w większym zakresie też po kurpiowsku piszą, co jest zasługą znakomitego fonologa Jerzego Rubacha. Jako anglista był w stanie opisać kurpiowski system fonemiczny w taki sposób, że przyjęty został przez mieszkańców. Istnieje kurpiowski elementarz, słownik, powstały też podręczniki.

Język kurpiowski powstaje — rzeknie ktoś — osobny, nowy język słowiański. Życie Kurpiów różniło się od reszty Mazowsza, od dawna zauważano ich poczucie tożsamości „puszczańskiej”.
Autor listu do Gazety Codziennej (Warsz. 1859 r. n. 56) mówi o Kurpiach i o Myszyńcu, najważniejszem po Ostrołęce mieście puszczańskiem: „Kurp chociaż z krwi i ziemi jest Pola­kiem, nazywa siebie jednak puszczakiem, to jest synem i panem puszcz; a mieszkańców (polnych) powiatu Pułtuskiego zowie polakami.
Nie owocuje ono jednak napięciami tożsamościowymi i emocjami (tak mi się wydaje). Swój językowy status określają oni jako dialekt literacki. W ślad za tym, i to jest nowość dzisiejszego wpisu, powołano Radę Dialektu Kurpiowskiego.
V Konferencję „Kultura językowa Kurpiów” zorganizował Związek Kurpiów oraz Muzeum Kultury Kurpiowskiej. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele władz samorządu miasta, powiatu i województwa, działacze i twórcy ludowi oraz osoby związane z kulturoznawstwem i Kurpiami.
Na wstępie konferencji głos zabrała Maria Samsel, dyrektor MKK, która podkreśliła wagę dialektu w kontekście utrzymania tradycji oraz tożsamości kulturowej regionu kurpiowskiego. Następnie Mirosław Grzyb, prezes Związku Kurpiów przedstawił skład powołanej właśnie Rady Dialektu Kurpiowskiego, w skład której weszli reprezentanci gmin z terenu powiatu ostrołęckiego, którzy wykazali się dotychczas zaangażowaniem w krzewienie kultury Kurpiów. Na czele Rady, jako honorowy przewodniczący stanął prof. Jerzy Rubach. (eostroleka.pl)
Inicjatywie takiej można przyklasnąć, podziwiać samoorganizację i determinację działaczy, by podjąć ocalenie i utrwalenie mowy przodków przez jej kodyfikację i wprowadzenie do praktyki edukacyjnej. Adaptowane / transkrybowane / tłumaczone na (nowo)kurpiowski dialekt literacki są także teksty dawniejsze, utrwalone w tradycji, dzięki czemu można mówić o ciągłości tradycji mimo rewolucyjnej zmiany językowej, roli języka, sposobu jego przekazywania i funkcjonowania.

Źródło: www.zwiazekkurpiow.pl

Czy jest w tym wszystkim jakaś relacja do górnośląskich działań na rzecz promocji języka? Oczywiście. Kurpie mimo różnic, także dotyczących systemu języka, działają w miarę zgodnie i kroczą naprzód.

Wednesday, May 23, 2018

Gwara kaszubska

Dopiero co pochwaliłem Radio ESKA za sympatyczny quiz o gwarze rzeszowskiej, mimo że nie całkiem precyzyjnie ujęto, o co chodzi.
Jednak pod tym quizem znalazłem zaproszenie do takiego, który mnie szczerze zadziwił:
Myślałem, że przez kilkanaście ostatnich lat do wszystkich dotarło, że Kaszubi stworzyli ponadgwarowy system, kaszubszczyznę literacką, która ma status prawny języka regionalnego.
Tym bardziej trudno bronić pojęcia „gwara kaszubska”, gdy elementem graficznym jest Ojcze nasz w znormalizowanym języku kaszubskim z Jerozolimy.
Na wstępie piszą, że gwara kaszubska bywa uważana za odrębny język lub dialekt języka polskiego. No cóż — link dla chcących doświadczyć zetknięcia z niefrasobliwością wobec tego, co Kaszubom i Kaszubkom drogie.

Tuesday, May 22, 2018

O statystyce i językach mniejszościowych

Nie wiedziałem o istnieniu Wiener Linguistische Gazette. Teraz wiem i polecam artykuł Kathariny Prochazki Minderheitensprachen zählen! Über Sprachzählungen und Minderheiten(-sprachen).
Autorka pokazuje ograniczenia podejścia statystycznego i możliwości manipulacji pytaniami, odpowiedziami, definicjami (czymże jest język mniejszości, mniejszościowy, gwara, dialekt, nasza mowa) danymi, a nawet całą sytuacją przeprowadzania wywiadu, ankiety czy urzędowego spisu ludności albo języków, bo to nie musi być to samo.
Dla oszczędzających czas streszczenie angielskie i wnioski niemieckie.
Minority languages are often reduced to their quantity: There are only x speakers left, the number of speakers is declining, and the language disappears. Speaker numbers offer a seemingly simple and objective way to quantify the development of a language. However, there is not one fail-safe way of counting languages or speakers. This paper reviews the possibilities to count languages (and speakers) and the difficulties involved when reviewing the data. Using examples from minority languages in Austria, it is shown that the resulting numbers are far from objective because they heavily depend on the way the survey is conducted: Who asks whom and how? Moreover, the definition of a ‘minority language’ itself is examined: When is a language considered a minority language? As the paper shows, the two concepts ‘minority’ (in the sense of ethnic group) and ‘minority language’ are heavily interwoven an the lines often get blurred—especially when it comes to passing laws which grant rights to minority groups. For these laws, the results of language surveys are frequently used to measure how many members of a minority group live in an area. This means that language surveys are not just a linguistic tool, but have farreaching consequences, particularly for members of a minority group.
Dlaczego o tym piszę tutaj? To chyba oczywiste? Dominujące podejście statystyczne na przykład do kwestii stosunku państwa wobec mniejszości nikłej statystycznie w wyniku spisu, któremu przypisujemy obiektywizm i z danych liczbowych wyciąga się wnioski, które mogą być nadinterpretacją — toż to jak ulał pasuje do sytuacji mniejszości narodowych, językowych i kulturalnych (Ukraińcy, Białorusini, Łemkowie, prawosławni, prawosławni Polacy, Polacy z prawosławnymi (greckokatolickimi) dziadkami, ci, których sąsiedzi nazywają chachłakami, ci, którzy nie chcą być tak przezywani..., Ślązacy — zabrzańscy, cieszyńscy, olescy, lublinieccy, tarnogórscy, strzeleccy, opolscy, kluczborscy, namysłowscy, kozielscy, sycowscy, raciborscy, piekarscy, rybniccy, ..., Kaszubi, post-Kaszubi [?], turbo-Kaszubi [?], Górale jako mniejszość językowa? Którzy? Wielkopolanie, którzy zaistnieli w ostatnim spisie, co uznano za nieporozumienie) w Rzeczypospolitej Polskiej. Powołanie kategorii i pytanie o kategorie może dać różnicę dziesięciokrotną (por. liczba Kaszubów statystyczna i maksymalna).
Die Sprachzählung gibt es nicht, da man Sprachen vielschichtig zählen kann – wie die unterschiedlichen Ergebnisse verschiedener Zählungen der gleichen Sprache zeigen. Antworten auf Fragen, die Sprache in irgendeiner Form betreffen, sind von vielen Faktoren beeinflusst: wie die Frage formuliert ist, welche Antworten möglich sind und wer die Frage stellt. Zusätzlich können solche Fragen von jeder Person unterschiedlich verstanden werden, vor allem, wenn generisch nach »der (Umgangs- )Sprache« gefragt wird. Zählergebnisse sind dementsprechend überhaupt nur einigermaßen vergleichbar, wenn sich zumindest die Fragestellung oberflächlich nicht ändert – es kann jedoch auch dabei nicht garantiert werden, ob die Befragten die selbe Frage mit einigen Jahren Abstand nicht verschieden interpretieren. Dies gilt insbesondere für großflächige Zählungen wie die Volkszählung, die gar nicht primär die Sprache erfassen wollen. Volkszählungen sind bei Fragen nach der Sprache von Menschen nicht unbedingt linguistisch motiviert, sondern vermischen Sprache und Ethnizität. Antworten sind immer auch ein Bekenntnis zu einer Sprache und den damit verbundenen Zuschreibungen. Außerdem bergen insbesondere die Fragen nach Minderheitensprachen, deren Status möglicherweise auch noch niedriger ist, ein großes Manipulationspotenzial. Deshalb müssen bei der Interpretation und Verwendung solcher Ergebnisse immer die Entstehungsumstände berücksichtigt werden. Kritik und Proteste in Zusammenhang mit der Zählung dürfen nicht verschwiegen werden. Sprache ist eines der Merkmale, durch das sich Minderheiten von der Mehrheit unterscheiden können. Zählungen von Minderheitensprachen sind damit untrennbar mit der Zählung der Minderheit selbst verknüpft, jedoch lassen die Ergebnisse einer Zählung von Minderheitensprachen keine direkten Schlüsse auf die Ergebnisse der Zählung der Minderheit selbst zu. Trotzdem wurden und werden die Ergebnisse von Sprachzählungen als Grundlage verwendet für die Anwendung von rechtlichen Bestimmungen, die Volksgruppen betreffen – und somit auch für die Gewährung von Rechten. Durch die herrschende Gesetzeslage, die oft auf Schwellenwerten beruht, ist der Staat gezwungen, auf irgendeine Weise eine Minderheiten(sprachen)feststellung durchzuführen. Dies ist für keine der beiden Seiten (weder den Staat noch die Minderheitengruppen) eine zufriedenstellende Situation. Es ist daher umso wichtiger, dass bei der Erstellung von Sprachzählungen der Input von möglichst vielen Beteiligten eingeholt wird – insbesondere aber jener der Sprachbenutzer(innen). Sprachzählungen können – wie alle Statistiken – gleichermaßen genützt und manipuliert werden, um Minderheiten(sprachen) sichtbar oder unsichtbar zu machen. Probleme von Minderheitengruppen (auch in Hinblick auf die Verwendung von Minderheitensprachen) müssen jedoch zu allen Zeitpunkten ernst genommen werden, und nicht nur dann, wenn eine Sprachzählung ansteht.
Minderheitensprachen zählen! Über Sprachzählungen und Minderheiten(-sprachen)
Katharina Prochazka
[WLG] wiener linguistische gazette
Sonderdruck aus: Wiener Linguistische Gazette (WLG) 83 (2018): 1–26
Universität Wien · Institut für Sprachwissenschaft · 2018


Wednesday, May 9, 2018

Nowy Testament, Brzeg 1708

Najciekawsze dla piśmiennictwa śląskiego (polskiego na Śląsku) miejsca to krańce południowe i północne. Bywał zresztą i tak, że księża ewangeliccy z Księstwa Cieszyńskiego działali w księstwach Oleśnickim czy Brzeskim.
Dobrze byłoby postudiować luterański Nowy Testament wydany w Brzegu w roku 1708. Czy w zupełności odpowiada on Biblii gdańskiej lub któremuś z jej przedruków? Sam tytuł i opis wskazuje, że teksty modlitw i pieśni warte są obejrzenia. Czy ktoś je opisywał?


Historycy literatury pisali o dostosowaniu wydania z 1708 do luterańskiego, augsburskiego wyznania, lecz czy rzeczywiście dokonano jakichś korektur w stosunku do wcześniejszych edycji?
Ciąg dalszy nastąpi.

Monday, May 7, 2018

Kto stworzył języki polski i rosyjski?

Nie ma to jak tezy mocne i uproszczone, ale niemało ich wszakże, gdy się rozprawia o językach in statu nascendi, jak o (górno)śląskim. No to proszę bardzo. W slawistyce istnieje teza, że nowożytne języki polski i rosyjski, stworzyli dwaj Niemcy — Samuel Bogumił Linde i Władimir Dal (Dahl).



Napisała tak prof. Ewa Siatkowska w artykule o slawizmach u Lindego.
Pytanie, czy słownik kreuje język. Czy język warstw wykształconych w dostatecznym stopniu oddziałuje na język mas ludowych? Wiele szczegółowych kwestii można jeszcze podnieść, ale mocna teza z przypisu utkwi w pamięci i trzeba z nią żyć.

Saturday, May 5, 2018

Bydgoszcz i Włoszczowa

Trzeba się uczyć odmiany nazw miejscowości!

Włoszczowy też!

Zobacz Tweeta od @StKarczewski: https://twitter.com/StKarczewski/status/992655627813089280?s=09

Saturday, April 28, 2018

Manifest języka śląskiego

Czy data 27 kwietnia stanie się kolejną rocznicą do świętowania? Chyba nie, bo nie o kolejne gesty symboliczne, typowe jednak dla poprzednich epok, tu chodzi, ale o zakwestionowanie wielu pewników, nakazów, wewnętrznych przymusów.
W ramach festiwalu pod strasznym tytułem Do you speak godka Zbigniew Kadłubek ogłosił swój manifest. Natychmiast go kopiuję ze strony Radia Piekary, bo jakoś w „całym internecie” go nie widać nigdzie indziej, pod żadnym bardziej oficjalnym adresem. Jest w tym tekście impet manifestów futurystycznych, chęć rozbijania zastanych i zastałych porządków. Wolność.
Zbigniew Kadłubek
Mały manifest języka śląskiego. Zawirowały śląskie słowa.
Zawirowały i zwariowały śląskie słowa! Tysiącami! Jak motyle! Powychodziliśmy całkiem niespodziewanie dla nikogo z ciemnych, wilgotnych ajńfartōw, powyskakiwały śląskie słowa z dziejowej krzikopy. I zalśniły! Tak jasno świecą, tyle światła dają, że ze szczęścia można oszaleć.
Nasz śląski język jest niedomówieniem. Bo nie dopowiedzieliśmy jeszcze i nigdy nie dopowiemy ostatniego słowa. Może genetycznie jest śląszczyzna niedomówieniem, historycznym żartem, etnicznym wyskokiem. Może źródłem śląszczyzny jest nieporozumienie, a nie żaden mistyczny ton z seledynowego nieba. Ale nam to nie przeszkadza. O, nie! Bo co nam przeszkadza radować się z dźwięków i czystych znaczeń!
Nie przejmujemy się niczym. Absolutnie niczym. Ani brakiem uznania prawnego, ani doktrynerskimi zapędami zagorzałych głosicieli i nadzorców jedynie poprawnej śląszczyzny. Żadne doktryny śląszczyźnie nie służą. Sprowadzają na nią tylko nieszczęście. Stanęła śląszczyzna przed Trybunałem Wielkiego Lingwisty i musi się wytłumaczyć. Już nie ze swojego istnienia, bo Wielki Trybunał Lingwisty wie przecież, że ona jest. Musi się wytłumaczyć z tego, że jest taka, jaka jest. To o wiele trudniejsze: argumentować swoją koślawość, wyłuszczać krzywizny swe genealogiczne, uzasadniać cudną niekonsekwencję.
 Obecna sytuacja śląskiego języka? Nie wyliczajmy inicjatyw, działań, akcji, zabiegów wokół kodyfikacji, ustandaryzowania, popularyzowania, prawnego uznania i ochrony śląskiego języka. Trudno przedstawić zwięzły raport o stanie śląszczyzny. Gorliwość o zachowanie śląszczyzny to dla mnie coś całkiem innego niż dzisiejszy śląski puryzm, nowa batalia o kanoniczność języka śląskiego, o jego czystość. Gramatyczny i stylistyczny dogmatyzm, prędzej czy później przyczyni się do końca języka śląskiego. Do uroczystego pogrzebu śląszczyzny. Dlatego liczy się radość i festiwal gŏdanio, uroczystość pochylonego „o”. Przedzieramy się przez rozsądek i wszystkie zasady do nieskrępowanej parezji – wielkiej eksplozji wolności mówionej.
Nie chcemy złych sił, które niszczą śląszczyznę. Pierwsza siła to ta, którą znamy najlepiej: brak uznania i prawnej ochrony w państwie polskim. Druga siła, jakoś uświadomiona, ale niewielu zdaje sobie sprawę z jej niezwykłej mocy destruowania: to zadowolenie, gdy akceptuje się śląszczyznę w kontekście pewnej egzotyki i skomercjalizowanego skansenu. Trzecia to wykluczający fundamentalizm lingwistyczny samych Górnoślązaków, którzy tworzą taki śląski, który będzie jak najdalszy od języka polskiego. To ostatnie zagrożenie jest najmniej uświadomionym mechanizmem. Jest to rodzaj retroaktywnej utopii.
„Język myśli – mówi Jean Baudrillard – [język] myśli nas i myśli za nas, przynajmniej w takim samym stopniu, jak my myślimy za jego pośrednictwem (Słowa klucze, s. 8). W jakimś sensie śląszczyzna nas wymyśliła. Śląszczyzna nas wychowała, prowadziła nas do innych języków, do każdej komunikacji oraz narracji.
Śląszczyzna dla nas jest żywiołem, życiem, żarem. Dajmy się ponieść namiętności gŏdki! Puszczone w ruch komunikacyjny nowe śląskie słowa, które w przestrzeni publicznej ciągle będą nowe, bardzo nowe i nieopanowane, zrodzą nowe idee. Używanie śląszczyzny to przełom ideowy, a nie tylko możliwość posługiwania się językiem mniejszym. „Słowa bowiem niosą i rodzą idee o wiele częściej niż idee – słowa”, cytuję jeszcze raz Baudrillarda.
Śląskie słowa są drogą ku zmianom, one same są zmianą. Są ruchem ekspresji, która nas wynosi daleko. Możemy dzięki słowom śląskim szybować, możemy dzięki nim podróżować, przemieszczać się, poznawać świat, smakować go, kochać się bez pamięci. Mówienie po śląsku to szlachetne studium chmur. Ach, wiemy o ulotności tego języka. Jego niefrasobliwości względem reguł i prawideł, jego leksykalnym anarchizmie. Wierzymy w jego niezmienną zmienność. Ufamy, że po każdej rozmowie śląskie słowa można rozdmuchać na wszystkie strony świata. Jak chmury rozpłyną się po niebie, znikną na chwilę, by znowu wrócić w łagodnych obłoczkach i w nawałnicach.
Śląski ma dla nas słodki smak, nie straci nigdy smaku. Chcemy tym Festiwalem krzyknąć: Języku śląski – nasze szczęście! Bo świat rozumiemy poprzez język. Inaczej nie potrafimy. Nie do końca istotne jest jednak tutaj rozumienie samego języka. Jak mówi Emilio Betti, „słowo nie jest przedmiotem rozumienia, lecz tym, co pozwala na rozumienie i co je zapośrednicza”. Za Emiliem Bettim i za Gerhardem Ebelingiem powtarzamy: „Samo słowo – nie jako zwykła forma ekspresji jednostki, ale jako współ-dzielenie, które zakłada istnienie dwóch bytów, jako komunikacja mająca swój punkt wyjścia i dojścia, wymagająca doświadczenia i do niego prowadząca – pełni funkcję hermeneutyczną”. Śląszczyzna nasza jako współ-dzielenim oraz dialog to rękojmia rozumienia. Posługiwanie się śląszczyzną na co dzień, pisanie po śląsku, tłumaczenie na śląski – to szkoła hermeneutyki. Miłujemy śląszczyznę subiektywną. Jest ona poręką naszej autonomii myślenia, podwalinami sensów.
Siostry i bracia w śląszczyźnie, dzikość i witalność śląszczyzny jest jej największą siłą, atrakcyjnością nie tylko komunikacyjną, ale także polityczną, emancypacyjną. Śląszczyzna zamknięta w gorsecie puryzmu językowego to nieporozumienie, niedomówienie i język nie do mówienia. To także wyhamowanie ofensywności tego małego języka. To krok ku temu, by śląszczyznę kontrolować. Nie wiem jeszcze dokładnie, kto miałby ją kontrolować i jak miałby to czynić, ale wiem po co.
Być może dzieje się tak dlatego, że śląszczyzna teraz staje się porządkiem wyobrażonym, choć wcześniej była nieoswojonym zwierzęciem. Porządki wyobrażone są potrzebne, by duże wspólnoty mogły żyć razem. Lecz porządki wyobrażone to także narzędzia dyskryminacyjne. Yuval Noah Harari pisze o tym tak: „Jak sprawić, by ludzie szczerze wierzyli w taki porządek wyobrażony jak chrześcijaństwo, demokracja czy kapitalizm? Po pierwsze pod żadnym pozorem nie wolno przyznawać, że porządek ma charakter wyobrażony. Należy zawsze z całą mocą zapewniać, że ład, na którym opiera się społeczeństwo, jest obiektywną rzeczywistością stworzoną przez wielkich bogów lub prawa natury”. Jak sprawić, żeby śląszczyzna dała się wytłumaczyć naukowo, biologicznie, historycznie? – Trzeba ją włączyć do zespołu porządków wyobrażonych. Konstruowanie śląszczyzny jako porządku wyobrażonego zaczęło się na dobre…
Oczywiście, do pisania po śląsku są potrzebne reguły zapisu. Ale, jak wiemy, „pisanie jest czarem i metodą opanowania żywego słowa” (Gerardus van der Leeuw). Opanować żywe słowo to opanować jego żywioł, jego wolność, stłamsić dziarskość. Mówiony śląski ciągle na nowo wytwarzał wyrazy. Sylaby w nim odżywały i tańczyły. Chcemy śląskiego, który żyje. I rozpycha się globalnie ten śląski maluch lingwistyczny.
Gdzie jesteś języku śląski? Gdzie jesteś, moja przechadzko bez wyraźnego celu? Gdzie jesteś mój błędzie życiowy, moje szczęście? Przyczyno mojego szaleństwa i najbardziej racjonalny znaku moich czynów? Mogę do ciebie jeszcze powiedzieć, języku śląski, że jesteś moim wynajętym domem, mieszkaniem? Dasz mi jeszcze parę bezpiecznych wieczorów pełnych zapachów i marzeń? Gŏdej do mje, jak cie prosza!
Silna jest w tym tekście emocja antypurystyczna. Lingwiście i leksykografowi trudno się dostroić do takiego patrzenia na język, trochę w tej swobodzie anarchicznego, indywidualistycznego, a mniej służebnego wobec młodszych, potrzebujących nauki, by mogli odczuć swoistość swojej mowy, także w symbolicznym geście uznania lub
zerwania z uporządkowaniem, realnym.

Sokrates tańczący? Proszę bardzo.

Sunday, April 22, 2018

To jest przecież gwara



Barbara Dziuk, urodzona w Tarnowskich Górach posłanka na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, członkini klubu parlamentarnego PiS w Radiu Piekary (film opublikowano 16 stycznia 2018 r.) opowiadała się en bloc (hurtem) przeciwko inicjatywom ustawodawczym mającym na celu nadanie „językowi śląskiemu” (tak, to termin dla wielu osób dyskusyjny, dlatego między innymi istnieje ten blog i zbiera różne głosy na ten temat) statusu języka regionalnego.


Nie ma czegoś takiego jak język śląski, to jest przecież gwara, i nie będzie.
Jeśli to jest stanowisko polityczne, to można by powiedzieć, że jest ono oparte na dużej dawce niewiedzy, a w najlepszym razie zakwalifikować jako zbyt daleko idący skrót myślowy. Problem „język czy dialekt” (to lepiej niż „gwara”, bo to po polsku znaczy co innego, a w odniesieniu do języka zasiedziałych mieszkańców Śląska używane jest tradycyjnie błędnie) nie powinien być omawiany, prezentowany i rozstrzygany w tak uproszczonych kategoriach.
Zwykle zaznaczam swój delikatny dystans, gdy wielu spośród śląskich działaczy mówi, że termin „gwara” odbierają jako poniżający ich, sugerujący im, w większości mieszkańcom (post)industrialnej aglomeracji górnośląskiej „wiejskość”, stereotypowo, nie tylko na Śląsku, utożsamianą z zacofaniem, prostactwem itp. Wskazuję, że mamy śląskie świadectwa z XIX wieku, gdy śląskie słowo gwara bywało neutralnym odpowiednikiem niemieckiego Mundart. Jednak w tej wypowiedzi poseł Dziuk, Ślązaczki, która w innych momentach wywiadu prezentuje sprzeczny nieco punkt widzenia, raz domagając się zaprzestania promocji języka śląskiego ze względu na dużą liczbę mieszkających na Śląsku osób przyjezdnych i ich potomków, nie-Ślązaków „autochtonicznych” (zdaję sobie sprawę z umowności tego kryterium), a za moment kwestionując to, że wśród wnioskodawców znalazły się osoby, które owymi prototypowymi rdzennymi Ślązakami czy Ślązaczkami nie są, jakby to odbierało im prawo do wypowiadania się jako obywateli o regionie i sposobach jego kształtowania. Skracając: stanowisko naraz warszawocentyczne i ekskluzywistyczne, śląskie. To ciekawe.
Nie jest to jedyna wypowiedź tej polityczki. Udzieliła również wywiadu portalowi Fronda.pl. Tam kwestia językowa została złączona z narodową (potencjalnie separatystyczną) i potępiona. W kwestiach językowych pani poseł Dziuk mówiła m.in:
Nacisk na niemieckie wpływy na Śląsku mija się z prawdą – gwara zachowała formy archaiczne, staropolskie. Ślązacy, jak już powiedziałam, są przede wszystkim katolikami, nie protestantami, pieśni kościelne przechowały język polski i w tym języku Ślązacy do dziś śpiewają między innymi kolędy i całe mnóstwo innych pieśni wybitnych autorów doby staropolskiej, ale bez świadomości, że są to słowa np.: poety Jana Kochanowskiego. Modlą się po polsku. W gwarze są wtręty z niemieckiego, dominuje język polski. Inaczej niż się to marzy miłośnikom Berlina. Żart o dyrygencie chóru, który zarządza: chopy śpiewomy: Boże coś Polskę i mówi: eins zwei drei, jest kwintesencją rzekomego problemu, którego Ślązak z dziada pradziada nie ma. On jest u siebie. W doma godo po śląsku, w urzędzie i kościele po polsku i nie aspirując do stołków nie wszczyna awantur. Bo i po co. Prawdziwe chopy, panie redaktorze mało godają, dużo robią i póki ich kto nie wnerwi, nie podnoszą głosu. Polityka nie jest żywiołem Ślązaka. On chce normalności, nie jatki.
Jest to nagromadzenie danych przefiltrowanych przez broszury propagandowe i domowe strategie autoidentyfikacji. W zestawieniu z konkretną propozycją legislacyjną i jej uzasadnieniami wygląda żenująco. Polemika powinna być prowadzona nie za pomocą pohukiwania i żartów. Parlamentarzyści polscy wnoszący o zmianę ustawy również mają legitymację od mieszkańców Śląska, więc zaklęcia o „wodzie na młyn” „wiadomych kół” (dawniej: odwetowców z Bonn) są słabe. Wiara w merytoryczną debatę we mnie jednak nie gaśnie.
Czerpanie własnych myśli z innych źródeł (bez przypisów, ale w wywiadzie różnie z tym bywa) oraz inne mankamenty wytknął Barbarze Dziuk w erudycyjnym i bezlitosnym zarazem tekście Marcin Musiał. Oto próbka:
Idiolekt Barbary Dziuk jest bardzo charakterystyczny i zasługiwałby na osobną analizę. Nasycony emocjami, polonocentryczną gorliwością, mieszający style wysoki i niski. Przy tym tak gęsty i trudny, że poezja Paula Celana wydaje się przy nim dziecinnie łatwa.
Minęły ponad dwa miesiące od tych polemicznych emocji związanych ze składaniem przez .Nowoczesną projektu zmiany ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. Jeśli poziom debaty będzie wciąż niski i nasycony sloganami, niedialogiczny, emocjonalny, to źle to wróży całej polskiej obywatelskiej logosferze, a nie tylko stanowi obywatelskości w pagus Silensis.

Tuesday, April 17, 2018

Ludzie czytają o Śląsku. Language Matters!

Proszę. Po angielsku, czyli naukowo. Naukowo, bo w wydawnictwie o światowym zasięgu.


Proszę. Ktoś — Magdalena Dembińska — czyta i opisuje, co się dzieje. To fragment jej artykułu pt. Ethnopolitical Mobilization without Groups: Nation-Building in Upper Silesia, z książki

Saturday, April 14, 2018

Kaszubski. Różnice wewnątrzsystemowe

W artykule Zuzanny Topolińskiej Kashubian, zamieszczonym w książce The Slavic Literary Languages: Formation and Development, czytamy na s. 187:
A classical and often quoted proof of the far-reaching linguistic variety is to be found in the Hel Peninsula where candidates from the village of Bór are not accepted into the church choir of Jastarnia one kilometer away lest their disparate pronunciation spoil the singing.
Czy dziś także kaszubszczyzna z Boru i Jastarni tak mocno się różni?
Takie wyraźne różnice faktycznie często są podawane przez lokalnych użytkowników języka (lokalnego systemu językowego, „gwary”). Dobrze byłoby je dokumentować. Nagraniami.
#nagrajbabcię #nagrajdziadka.
Podobną historię opowiadał mi Krzysztof Bodziony. Mianowicie w miejscowości Podegrodzie „słychać”, że ktoś pochodzi na przykład z sąsiedniej wsi Rogi. Do ciekawych cech mowy mieszkańców tej miejscowości należało/należy wymawianie kontynuantów staropolskiego *ō, jako y, np. w słowie kryl, np. ogólnopolskie i podegrodzkie król ‘king’. Co ciekawe, także i w opowieści dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Podegrodziu ważny był kontekst harmonii w śpiewie zbiorowym.

Friday, March 23, 2018

Upadają monopole. Po śląsku na demonstracji antyantyaborcyjnej

Pisałem dopiero co o tym, że pękają okowy pętające swobodę dyskursu, kruszą się mury zastałych narracji, bo w Tygodniku Powszechnym pojawiły się wypowiedzi Anny Dziewit-Meller i Tomasza Kamuselli, odmienne od tego, do czego przyzwyczaiły nas podręczniki, zbiorowe mitologie, a także propaganda (nie bójmy się tego słowa).
Dziś coś podobnego. Mówiłem jakiś czas temu w pięknej sali Uniwersytetu Śląskiego, obwieszonej portretami doktorów honoris causa, że śląski język rozwijać się będzie, gdy się spluralizuje, gdy będzie nim można mówić nie tylko o eventach takich jak pōnć do Piekŏr (pielgrzymka do Piekar Śl.). Proszę bardzo — samosprawdzające się proroctwo.
Dziś w ramach „czarnego piątku”, protestów przeciwko temu, co w sprawie ochrony życia ludzkiego i dopuszczalności aborcji zyskało większość w Sejmie, mówi się także po śląsku:
Jo, mama 3 córek i babcia 6 wnucząt, ślonsko dziołcha, mom dość. Kaczyński, ty beboku - zwalniom cie, a z tobom tych wszystkich rzondzoncych pasożytów – woła po śląsku Jolanta Jackiewicz. – Pamiyntejcie Dziołchy, że to my som solom tyj ziymi, my som skałom, my som łogniym i wodom, i luftym. I żodyn rzond, żodyn farorz, żodyn polityker niy bydzie nom godoł, a już tym bardziyj nakozywoł, jak momy pszoć, wychowywać, kaj i z kim momy chodzić... Same wiymy!
Tak zapisała to Sandra Wilk w tekście „Kaczyński, ty beboku, zwalniom cie”, czyli kobiety jadą na Warszawę (polityka.pl, 23.03.2018).
Istotne jest dla mnie to, że po śląsku, publicznie wypowiada się obywatelka nie tylko, co już było pewną nowością, o sobie, swojej tożsamości śląskiej i prawie do kształtowania sposobu jej wyrażania. Tu mamy do czynienia z braniem udziału w życiu społecznym na własnych warunkach, nie jako „ludowy ozdobnik”. Emancypacja językowa. Dyskurs feministyczny. Odnotowuję.

Thursday, March 15, 2018

Upadają monopole. Kamusella w Tygodniku Powszechnym

Wreszcie. Być może znakomity literacko i osobisty, przeżyty tekst Anny Dziewit-Meller sprawił, że redakcja mainstreamowego pisma, jakim jest Tygodnik Powszechny, podejmuje temat języka na Śląsku, mowy śląskiej, śląszczyzny, dialektu śląskiego, gwary śląskiej, śląskiego continuum dialektalnego, polszczyzny śląskiej bez eufemizmów, jako temat języka śląskiego.
Mam wrażenie, że wszelkie debaty o śląskości w mediach ogólnopolskich cechuje doraźność, akcyjność i wieczne rozpoczynanie ab ovo, to jest co najmniej od okresu wędrówek ludów.
Tu jest zmiana. Zderzają się sobisty ton pisarki i replika zasłużonej dziennikarki i polityczki, senator Marii Pańczyk-Pozdziej. Zbyt gromko jak na mój gust, w poczuciu słuszności i mocy, bo zgodnie z dominującym przez dziesięciolecia dyskursem, własnym przekonaniem i poglądami części śląskich elit oraz części językoznawców i językoznawczyń głosi, że dobre jest trwanie śląskiej mowy (ale czy także „śląskiego logosu” — co to takiego, piszą Z. Kadłubek i K. Węgrzynek) w mgle wspomnień epoki industrialnej i dobrotliwych rządów towarzysza Ziętka, z niedzielami w chorzowskim parku, wycieczkami zakładowymi, wczasami, telewizorami na książeczkę G. Trwanie języka w sferze wyłącznie rodzinnej, sąsiedzkiej, międzysąsiedzkiej — mikrospołecznościowej? Organizatorka konkursu „Po naszymu, czyli po śląsku” powołuje się na odczucia jego uczestników, którzy nie chcą zmiany, bo obawiają się jej destrukcyjnych efektów.

Na to replikuje Tomasz Kamusella — retorycznie sprawnie, bez ogródek („Tygodnik Powszechny” nr 12 (3584), 18 marca 2018 r., s. 76). Jeśli ktoś słyszy o tym dyskutancie pierwszy raz, ma trochę do nadrobienia. Życiorys naukowy bogaty. Mnie się najbardziej podoba niełatwy dlań egzystencjalnie epizod, który anegdotycznie ujmiemy tak: był za słabym dydaktykiem dla Uniwersytetu Opolskiego, więc otrzymał stanowisko w Trinity College w Dublinie.
Wypowiedź uczonego pracującego obecnie w University of St. Andrews w Szkocji przynosi kilka cennych myśli i intrygujących intelektualnie porównań oraz pytań. Na przykład:
Jednak w odróżnieniu od Dziewit-Meller twierdzi [Maria Pańczyk-Pozdziej — dopisek AC], że parlamentarne uznanie śląskiej mowy za język regionalny „będzie jej grobem”. Ergo najlepszym gwarantem przetrwania jest powstrzymanie się przez państwo od jakichkolwiek interwencji w tym zakresie, zapewne włączając w to zapewnienie, że żadne środki z podatków płaconych przez Ślązaków nie będą przekazywane na kultywowanie, badanie, rozwijanie, a tym bardziej na standaryzację (kodyfikację) śląszczyzny jako języka. (Ciekawe, jak Kaszubi zareagowaliby na propozycję, żeby jeszcze lepiej chronić kaszubszczyznę – którą obecnie posługuje się ok. stu tysięcy osób – poprzez odebranie jej nadanego w 2005 r. statusu języka regionalnego?). Jednak nie są znane socjolingwistom przypadki, że takie leseferowskie podejście do ochrony zapewnia językom mniejszościowym lub regionalnym przetrwanie, a tym bardziej rozwój. Przeciwnie: doprowadza to do ich szybkiego zaniku na rzecz języka dominującego w danym państwie. Dlatego autorytety światowej socjolingwistyki (np. Joshua Fishman czy Florian Coulmas) podkreślają konieczność aktywnego wsparcia legislacyjnego i budżetowego dla takich języków.
Śląskojęzyczni obywatele nie chcą być traktowani paternalistycznie, jako prymitywny, nieuświadomiony, ambiwalentny narodowościowo etnos, któremu trzeba uświadomić i wpoić określony zespół poglądów na narodowość, status, mowę. Kamusella zna doskonale literaturę dotyczącą polityki językowej i socjolingwistyki. Przebadał kwestie językowe i narodowe w Europie Środkowej i nie tylko. Odległość od Koźla, gdzie mieszkał, pozwala mu na jasne i wolne od wykrętów opisywanie i wnioskowanie. To nie hobbysta i domorosły filozof, nie frustrat, amator, zwolennik skrajności, jak łatwo się dezawuuje myślących i piszących inaczej niż większość dotychczas dopuszczanych do głosu, lecz uczony o światowych horyzontach, autor bogatych dokumentacyjnie artykułów oraz kilku książek.
Potrafi też drapieżnie i przewrotnie pytać, a zarazem obnażać miałkość argumentacji nazywającej trwanie przy sanacyjno-komunistycznym status quo ochroną gwary śląskiej:
Lecz jeśli socjolingwistyka się myli, a senator Pańczyk-Pozdziej jednak ma rację, to na przypadające w tym roku stulecie utworzenia polskiego państwa narodowego trzeba skorygować podręczniki w ocenie przyjęcia polszczyzny jako języka urzędowego w roku 1918 oraz zaprowadzenia powszechnego i przymusowego szkolnictwa podstawowego w tymże języku. Zapewne lepsze przetrwanie polskiej mowy, aby „zachowała swój walor wszechstronności – różnorodność brzmień, mnogość synonimów, a nade wszystko melodię” (jak stwierdza autorka listu w kontekście języka śląskiego), byłoby zagwarantowane poprzez kontynuację używania w urzędach i szkołach rosyjskiego oraz niemieckiego w dwudziestowiecznej Polsce, oraz poprzez nieuznawanie polskiej godki za język.
Bogactwo kultury wartej ochrony i wparcia to nie tylko egzotyka w odległych krajach i różnych od naszych krajobrazach — to zadanie dla obywatelskiego bycia w Polsce. Otwartość na argumenty innej strony, rozbicie monopolu kultury narzucającego interpretację śląskości monologu. Może to znamię czasu zmiany, a może zasługa Tygodnika?


Wednesday, March 14, 2018

Z Watykanu uznanie dla języka śląskiego

W Watykanie — powiadają — liberalizm, czułość i otwartość, to w zasadzie nie dziwi, że sekretariatowi nie przeszkadza określenie język śląski.
Tłumacz Nowego Testamentu dr Gabriel Tobor otrzymał takie oto podziękowanie.
Więcej w portalu Wachtyrz.eu.

Tuesday, March 6, 2018

Hobby: Języki zagrożone? Endangered Languages

Nieraz mi się wydaje, że wiele z tego, co się w Polsce dzieje, jest na pół gwizdka. Nienowa to myśl. Można się cofać i podawać przykłady pasujące do tej tezy. Na przykład, że nie palono w Polsce na stosie nie dlatego, że tolerancja była tak ogromna, tylko że mimo wybujałej katolickiej pobożności głębi teologicznej brakowało. Słabe, ale czasem chwyta.
Albo kwestia komunizmu. Były zbrodnie i plugawość, ale lansuje się tezę o „najweselszym baraku w obozie państw socjalistycznych”, co ma oznaczać, że polskim komunistom nie chciało się aż tak przykręcać śruby, jak czynili to sąsiedzi. Miejscami prawda.
Blog niniejszy jednak nie jest poświęcony amatorskim rozważaniom historiozoficznym i politologicznym, ale językom, które powstają (z kolan, z niebytu, z bycia klasyfikowanymi jako dialekty). Tu sobie pozwolę na krytykę ostrzejszą — samokrytykę.
Skrytykuję siebie, że działam z doskoku i okazjonalnie, w czasie kradzionym zdobywaniu pożywienia i opału. Że nie ma (bo może za słabo się sam starałem) instytucji, które monitorowałyby sytuację i koordynowały działania na rzecz najbardziej mnie angażującego śląskiego. Tu skończę samobiczowanie. Skóra gruba.
Po prostu przydałby się porządny instytut zajmujący się językiem górnośląskim — takim, jaki istnieje, rozwijanym, pielęgnowanym, używanym w mowie i piśmie, nauczanym w szkołach.
Jak to się robi gdzie indziej? Lepiej to wszystko opisane, obudowane, rozplanowane. Ot, choćby czterotomowa publikacja Wydawnictwa Blackwell.
Endangered Languages. Critical Concepts in Linguistics. Edited and with a new introduction by Peter K. Austin and Stuart McGill , both at SOAS, University of London, UK. Czy dostępna w którejś polskiej bibliotece naukowej? Proszę zerknąć na prospekt, jego rozmach, zasięg, ale i metodyczność.
Albo z innej beczki. Obecność języka śląskiego w literaturze dotyczącej języków świata, w tym zagrożonych. Raczej nieobecność. Dominuje dyskurs dominujący (stylistyka świadoma), a źródła, w których podawana jest wiedza sprzed pół wieku stają się punktem odniesienia dla innych publikacji.
Wyjątkiem jest Encyclopedia of the world’s endangered languages. Edited by Christopher Moseley. London & New York: Routledge, 2007, s. 211–280.
 
Na s. 218 wśród języków słowiańskich wymieniono górnośląski:

There may be a couple of regional languages awaiting recognition, for instance, Upper Silesian, included in parentheses in the checklist of languages below.
Autorem artykułu Europe and North Asia jest jest prof. Tapani Salminen z Uniwersytetu w Helsinkach, badacz języków ugrofińskich, w tym samojedzkiego i nienieckich — leśnego i tundrowego (A.F. Majewicz pisał: nenecki). Na s. 232 w swoim artykule Wymienia i klasyfikuje języki słowiańskie, wspominając o zagrożonych:
Slavonic: South Slavonic: Bulgarian (+ Pomak) | Macedonian || Serbo-Croat (+ Torlak) + Burgenland Croatian + Molise Croatian || Slovene + Resian Slovene ||| West Slavonic: Lechitic: Polabian* | Kashubian (+ Slovincian*) | Polish (+ Upper Silesian) || Sorbian || Czech-Slovak: Czech | Slovak | Eastern Slovak | Vojvodina Rusyn (Bachkan) ||| East Slavonic: Rusyn (Ruthenian) (+ Lemko [Lemke] + Boyko + Hutzulian) | Ukrainian | Belarusian (+ Polissian [Palesian]) | Russian
Wersja PDF jest dostępna dzięki Wydawnictwu. Wersja zwykła znajduje się na stronie Autora. T. Salminen nie zajmuje się chyba na co dzień językami słowiańskimi, mimo że jak pisze, zainteresowany jest badawczo 6121 językami, ale oddał w swym syntetyzującym tekście sprawiedliwość aktualnej sytuacji socjolingwistycznej Górnego Śląska, podkreślił również językowy status języka rusińskiego, jako odrębnego od ukraińskiego. Warto zapamiętać tę postać.

Sunday, February 4, 2018

Staroprusacy. O kim mowa?

Juliusz Ligoń, wybitny XIX-wieczny działacz propolski z Górnego Śląska, w jednym ze swoich utworów tak ujął braterstwo różnych szczepów ludu polskiego, że tak sobie pozwolimy na anachronizm narracyjny i stylistyczny:
Kaszubi, Staroprusacy,
Mazurzy i Warszawiacy,
Wielkopolanie, Ślązacy,
Wszyscyśmy bracia Polacy.
I dalej pod Karpatami
Też jednym duchem tchną z nami,
Na Litwie i Królewiacy,
Wszyscyśmy jedni rodacy.
Więc kochajmy się wzajemnie,
Bo tak Bogu jest przyjemnie;
Niech miłość z nami wciąż żyje
I jedno serce w nas bije!
Nie o egzegezę ideowych treści tekstu dziś mi idzie, tylko o podkreślone słowo Staroprusacy. Dziś takiego etnonimu ani „regionimu” nie używamy. Mamy w geografii Nizinę Staropruską, na północy dzisiejszego województwa warmińsko-mazurskiego, m.in. w okolicach Górowa Iławeckiego. Nizina Staropruska ma nawet swoje hasło w Wikipedii, ale jest to nazwa dość tajemnicza, bo strona ma tylko wersję polską, a brak rosyjskiej i niemieckiej. Nawet mapka nie wychodzi poza obecną granicę Polski, więc nie znamy kształtu tej krainy geograficznej.

Kogo mógł mieć na myśli Juliusz Ligoń (nie mylić z jego wnukiem Stanisławem, humorystą i radiowym gawędziarzem), jeśli „starzy” Prusowie, przedstawiciele ludu bałtyckiego, jako odrębna grupa już nie istnieli?
W języku niemieckim wyraz Altpreußen to zarazem Prusowie — starzy mieszkańcy Prus, przed Niemcami i Mazurami (jak sama nazwa wskazuje, przybyłymi zapewne z Mazowsza). Oprócz tego mogło chodzić Ligoniowi w ogóle o Prusy Wschodnie, w odróżnieniu od reszty potężnego państwa, które nazywało się Prusy (nb. zlikwidowanego bodaj w 1947 r.). „Stare Prusy” to mógł być przez jakiś czas antonim do Neuostpreußen, „Nowych Prus Wschodnich” (Prus Nowowschodnich), jak nazwano prowincję uzyskaną w wyniku trzeciego rozbioru Polski, funkcjonującą w latach 1795–1807, do powstania Księstwa Warszawskiego.
Przy czym Nowymi Prusami była podobno także część przyłączona do Prus Zachodnich i Południowych, graniczących z Nowym Śląskiem i Galicją Zachodnią.
Karte polnischeteilungen4
Prawda, że w ślad za podbojem kroczą kreatywni twórcy słusznych nazw własnych, którzy uzasadniają łączność z prowincjami odwiecznie naszymi? I dziwić się, że komuś Radoszyce w Zachodniej Galicji mogą się wydawać tak samo sensowne jak Brody w Małopolsce Wschodniej.

Podział na Prusy stare i nowe jest nie tylko terytorialny, ale przede wszystkim chronologiczny. Już w 1684 Christoph Hartknoch rodem spod Pasymia opublikował w Królewcu swoją książkę Alt- und Neues Preussen. Jeśli dobrze rozumiem, jest to podział na czas przed przybyciem Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na tereny Prusów (narodu) i później.
Co najciekawsze, w świadomości Mazurów Pruskich jeszcze w roku 1900 ta staropruskość istniała. Wtedy to bowiem Johann Sczepan opublikował przekład mistycznej alegorycznej opowieści The Holy War Made by King Shaddai Upon Diabolus Johna Bunyana jako Ta Swenta Woyna, prowadzona od Pana Boga przećiwko Diabłowzy. Rok temu miałem tę książkę w rękach, a mój zachwyt udzielił się entuzjastom języka mazurskiego. Piszę tu o tym dlatego, że Sczepan opisał, iż przetłumaczył dzieło Bunyana na
Polski-jenzik, w Staro-Pruski Mowzie.
Nie będziemy teraz próbowali dociec, czym się tu różni jenzik od mowy, ale przymiotnik staro-pruski tu właśnie się pojawił. Zatem patriotyczna i imperialna wizja urodzonego w Strzebiniu Juliusza Ligonia w tym jednym fragmencie nie tyle została rozjaśnona, ile nieco „odciemniona”.