Czytelnikom tego bloga nie trzeba tego szczególnie tłumaczyć, ale sobie, w obliczu starości, zapisuję ku pamięci. Szczepan Twardoch apeluje o stosowanie „ślabikorzowej” pisowni z użyciem znaków diakrytycznych, ustalonych parę lat temu i jakoś już utrwalonych w najlepszych edytorsko i jakościowo publikacjach po śląsku. Przy okazji zapowiada, że w Wydawnictwie Literackim ma się ukazać w przyszłym roku jego Drach w przekładzie na śląski, dokonanym przez Grzegorza Kulika, tego samego, który lada chwila przyniesie nam pod choinkę, krisbaum lub drzewko dzieło Godniŏ pieśń Charlesa Dickensa.
Oto apel najlepszego polskojęzycznego stylisty, górnośląskiego pisarza Szczepana Twardocha:
Teraz będzie apel i to wyjątkowo na poważnie. Po polsku dla większego zasięgu.
Od paru lat język śląski staje się coraz bardziej widoczny w
przestrzeni publicznej, co bardzo mnie cieszy, bo zwiększa śląskiego i
tak minimalne szanse na przetrwanie. Niestety, często jest to język
śląski zapisywany w polskiej ortografii, co uważam za niewłaściwe i
szkodliwe. Po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że zapisywanie języka
śląskiego w ortografii polskiej sprzyja procesowi, który i bez tego
zachodzi w tempie lawinowym - roztapianiu się naszego języka w bliskim
mu przecież polskim. Po drugie, polska ortografia nie oddaje śląskiej
fonetyki, przez co fonetyka ta się również zaciera, patrz punkt
pierwszy.
Ktoś powie w tej chwili, że nie ma oficjalnej pisowni
języka śląskiego - owszem, nie ma, chciałem jednak tutaj przypomnieć, że
dla Rzeczpospolitej Polskiej, w granicach której przyszło nam żyć,
oficjalnie nie istniejemy ani my, Ślązacy, ani nasz język, więc któż
miałby niby nadać jakiejkolwiek pisowni śląskiego ów walor oficjalności,
jakie gremium? Czekanie na tę potwierdzoną przez polskie instytucje
"oficjalną pisownię" świadczy o Ślązakach jak najgorzej, potwierdza
tylko moje smutne podejrzenia, że Śląsk po prostu nie zasługuje na
trwanie.
Idąc więc teraz na przekór mojemu pesymizmowi chciałem
poprosić wszystkich, którym śląszczyzna i śląskość są drogie, a którzy
często robią bardzo dużo dobrego dla jej przetrwania:
PROSZĘ. BŁAGAM. PISZCIE PO ŚLĄSKU UŻYWAJĄC PISOWNI ŚLABIKORZǑWEJ. BŁAGAM. PROSZĘ.
PIYKNIE WǑS PROSZÃ. PISZCIE PŌ NASZYMU WE ŚLABIKǑRZU. TO NIY MA TRUDNE. SZAFNIECIE TO.
Chodzi o te cztery literki: Ō, Ô, Ã, Ǒ. Na pewno już widzieliście
śląski zapisywany w ten sposób. Owszem, to nie jest pisownia "oficjalna"
- i nie będzie, póki sami ją oficjalną, przez uzus, a więc obyczaj, nie
uczynimy. Czy jest to pisownia najlepsza z możliwych? Nie wiem, ale to
nie ma znaczenia - jest pisownią najpowszechniej używaną. W pisowni
ślabikorzowej ukazują się książki wydawnictwa Silesia Progress - śląski sklep i wydawnictwo,
sam jej używam, kiedy śląszczyzna pojawia się moich książkach, w
pisowni ślabikorzowej ukaże się w przyszłym roku, w Wydawnictwie
Literackim śląski przekład (by Grzegorz Kulik) mojego "Dracha" i tak dalej.
Wiem, że na pierwszy rzut oka ślabikŏrz może wydawać się trudny, jednak
każdemu, kto jako-tako posługuje się śląskim, przyswojenie zasad tej
pisowni zajmie kwadrans. Przystępnie tłumaczy to wspomniany już
Grzegorz Kulik i jego Chwila z gŏdkōm, konkretne linki w komentarzach poniżej.
Nie musimy się lubić, ja w ogóle nikogo nie lubię, ale tutaj nie chodzi
o mnie. Możemy mieć różne zdania na temat autonomii śląskiej, powstań,
Ulitzki, Korfantego i Grażyńskiego, możecie się uważać za
Ślązaków-Polaków, Ślązaków-Niemców, albo, jak ja, za Ślązaków po prostu,
możecie chodzić do kościoła albo do szynku, głosować na PiS, PO, Razem,
RAŚ, albo nie głosować wcale, w tej sprawie to nie ma znaczenia, po
prostu: jeśli Śląsk to dla Was coś więcej niż kabaret, jeśli śląski,
niezależnie od tego czy uważacie go za język czy za dialekt, to dla was
ta najbardziej intymna melodia domowego języka, to przynajmniej
pomyślcie o tym. Proszę.
Do wiadomości: gryfnie, Ślónsko godka dla Hanysów i Goroli., Jestem ze Śląska, Rubens był z Bytomia., Frele, Co by pedzioł Szekspir?, Dej pozór, Typowy Ślązak, Kocham Śląsk! / i love SILESIA!, Ruch Autonomii Śląska, Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej
Proszę o udostępnianie.
Nie nadążam za opisywaniem i kategoryzowaniem nowych wydarzeń związanych z rodzeniem się nowego standardu śląskiego. W takim razie kilka punktów tylko i linków, które pomogą się zorientować osobom zainteresowanym moją opinią, co się dzieje.
1. Kamil Durczok założył portal silesion.pl. Aby go rozruszać i napędzić sobie czytelników zastosował typową warszawską metodę generowania ruchu (i myśleń oraz zachowań stadnych), czyli napuścić na siebie, koniecznie w publicystycznym skrócie, dobrze i wyraziście piszących, lubiących wdzięcznie ze sobą polemizować antagonistów: Ziemkiewicza, Semkę, Gorzelika i Twardocha („nie piszę za darmo”). Z rytualnych polemik nic nowego zacytować nie umiem (może niedokładnie się wczytałem), za to tekst wieszcza z Pilchowic „Zajmijmy się sobą” ze wszech miar godzien jest uwagi. Napisał on 25 października 2016 r.:
Pod zamieszoną na niemieckim portalu recenzją niemieckiego przekładu „Dracha”, w której autor przedstawił mnie jako Ślązaka, pojawił się oburzony głos potomka wypędzonych, który odmawiał mi prawa do nazywania się Ślązakiem, ponieważ według niego wszyscy prawdziwi Ślązacy są już w Niemczech, na Śląsku zaś pozostali wyłącznie Polacy i nikt kto mieszka w Polsce i posługuje się tym polskim zepsutym narzeczem znanym jako Wasserpolnisch do miana Ślązaka nie ma prawa. Prawdziwi Ślązacy mówią bowiem wyłącznie po niemiecku.
I co z tego?
I nic.
Dla mojej tożsamości nie ma żadnego znaczenia to, co myśli o niej Piotr Semka, czy stanowiący jego lustrzane odbicie anonimowy krzykacz z niemieckiego Internetu. Obaj zgodnie uznają, że jestem po prostu Polakiem, któremu się pomyliło i który sam nie wie kim naprawdę jest, ja tymczasem nie zamierzam się ich idiosynkrazjami przejmować, bo dlaczego miałbym?
(...) Polski mainstream zawsze ustawiał będzie Ślązaków w roli warunkowych Polaków gorszego rodzaju, którzy powinni do polskości aspirować i o niej marzyć. Ze swojej polszczyzny zeszlifować nawet ślad akcentu, o swoim pochodzeniu myśleć po cichu i ze wstydem.
A przy tym, jakbyśmy nie aspirowali, to na pełnię polskości i tak nie zasłużymy. Po wojnie tak zwani "autochtoni", którzy chcieli pozostać w swoich domach, musieli udowadniać swoją polskość przed komisjami, które tę polskość w nich mierzyły. Jeśli stwierdzono wystarczająco wysoki poziom polskości, to otrzymywaliśmy dokument, zaświadczający, iż legitymujący się nim jest narodowości polskiej, jednakże zaświadczenie to ma charakter tymczasowy i może być w każdej chwili unieważnione.
(...) Tak to wygląda. Cóż więc wynika z tego, że w oczach Polaków możemy być albo warunkowymi, podejrzanymi Polakami, albo, jeśli polskości odmówimy, moralnymi zerami, świniami, które się polskości zaparły z najniższych pobudek?
Otóż nic z tego nie wynika.
(...) Nie zajmujmy się tym, co Polacy myślą o nas. To w pewnym sensie bez znaczenia. Zajmijmy się tym co sami o sobie myślimy. Dyskutujmy, spierajmy się między sobą, definiujmy się sami w tych dyskusjach. Odnośmy się do polskości, która przecież, chcemy tego czy nie, od stu lat ma duży wpływ na naszą tożsamość, ale odnośmy się do naszego własnego polskości przeżywania, do naszej własnej jej akceptacji lub odrzucenia, nie zaś do tego, co na temat naszej tożsamości powie Semka, który ekspertem w sprawach Śląska jest mniej więcej tak, jak koń Kaliguli senatorem. Z mianowania.
Pozostaje oczywiście kwestia tego, że Rzeczpospolita Polska uporczywie i złośliwie odmawia nam prawa do kultywowania naszej tożsamości etnicznej, nie mówiąc już o jej ochronie. Rzeczpospolita ignoruje istnienie kilkusettysięcznej mniejszości, której istnienie sama stwierdziła poprzez spisy powszechne. I jest to dla naszej tożsamości nieobojętne, ponieważ znakomita większość z nas należy do polskiej wspólnoty politycznej i w niej musimy funkcjonować.
Swój tępy nacjonalizm po raz kolejny potwierdzili ostatnio posłowie głosujący w komisji za odrzuceniem obywatelskiego projektu ustawy o uznaniu Ślązaków za mniejszość etniczną, pod którym podpisało się sto dwadzieścia tysięcy obywateli.
(...) W kwestii naszej tożsamości zapomnijmy więc o Polsce. Przestańmy się prosić o uznanie innych, uznajmy się sami. Zróbmy się sami. Powinniśmy przy tym korzystać z polskich wzorców, na konserwowaniu własnej tożsamości narodowej w niesprzyjających warunkach Polacy się akurat znają znakomicie.
Skoro Polakom udało się wielu z nas pozbawić naszego języka, to możemy samych siebie wymyślać po polsku, całe litewskie odrodzenie narodowe rozegrało się po polsku, bo litewskiego tamtejsi XIX-wieczni intelektualiści dopiero zaczynali się uczyć.
Możemy się kłócić, ale między sobą. Niech się kłócą śląscy konserwatyści ze śląskimi liberałami i lewicowcami. Niech się kłócą ci, którzy chcieliby widzieć Ślązaków w roli narodu w jego XIX-wiecznym rozumieniu, z tymi, którzy jak ja uznają nowoczesne tożsamości narodowe za raka w ciele dziedzictwa naszej cywilizacji i chcieliby raczej śląskości postnarodowej, radykalnie inkluzywnej, opartej na tradycji, ale wymyślonej na nowo, pozbawionej starych śląskich ksenofobii i tchórzostwa. Zaprośmy do naszej śląskości zamieszkałych na Śląsku i w Zagłębiu Polaków, niech ją wzbogacą, jeśli będą chcieli.
Na sam koniec niemal kwestia czysto językowa. Niby konstatacja faktów, a jednak w zasadzie program.
Kłóćmy się o nasz język, o jego zapis, o jego standard, ale kłóćmy się ze sobą. Tam gdzie możemy — omijajmy Polskę. Dobrym przykładem jest sprawa wprowadzenia języka śląskiego do Facebooka czy telefonów Samsung. Polska nie miała tu nic do gadania i proszę, jest, działa. [Link do całości tekstu Szczepana Twardocha w portalu Silesion.pl]
2. Śmiało zwę Szczepana Twardocha wieszczem, bowiem jego słowa już się ucieleśniają. Mam tu na myśli robotę Grzegorza Kulika, za którego impetem i twórczą inwencją również nie nadążam. Zachęcam więc, by na bieżąco śledzić jego działania. Kto biegły w ustawieniach komputerowych, może popatrzeć, jak zmyślnie zmajstrował on śląski korektor tekstóww wersji ślabikorzowej semi-light, czyli bez liter ã i õ, ale za to z ŏ, a nie tylko ō i ô(instrukcja instalacji, mnie przerasta, ale może niebawem się przełamię, są też objaśnienia wideo). Rozpoczął także wideoblogerską działalność edukacyjną na kanale YouTube Chwila z gŏdkōm. Ba, od ostatniej mojej wizyty na jego stronie wydał też e-book z tekstami po śląsku. Używania wszelako śląskiej klawiatury może nauczyć się nawet osoba w moim sędziwym wieku, więc kto jeszcze nie zautomatyzował sobie stawiania kreseczek nad śląskimi literkami, niech sobie ściągnie i zainstaluje śląską klawiaturę (tastaturę).
3. W Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej toczą się, a raczej zmierzają do odmownego zakończenia, prace nad obywatelskim projektem ustawy o zmianie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, a także niektórych innych ustaw. Druk nr 27-s zawiera negatywną opinię, opieraną na zgodnych opiniach uczonych. Sapienti sat. Projekt ten został zaprezentowany w Sejmie przez dra hab. Zbigniewa Kadłubka 9 października 2014 r.
Jego mowa wejdzie do zbioru najlepszych przykładów stylu retorycznego, wzorców polszczyzny obywatelskiej, odpowiedzialnej, pięknej. Będzie to także przykład mowy daremnej, tłuczenia grochem o ścianę i rzucania pereł przed wieprze. Zanim mnie ktoś poda do sądu, niech zajrzy do słownika frazeologicznego i Ewangelii Świętej.
Negatywne rekomendacje z ubolewaniem przyjmują zawsze lojalni wobec Państwa Polskiego działacze regionalistycznego w tradycyjnym i dobrym tego słowa znaczeniu Związku Górnośląskiego. Platforma Obywatelska (obłudnie?) zrzuca winę na Prawo i Sprawiedliwość, jak gdyby w poprzedniej kadencji prace były podejmowane energicznie i wnikliwie. „Racja stanu” nie chce się pogodzić z więcej niż folklorystyczną obecnością kultury i tożsamości górnośląskiej w porządku prawnym. Racja stanu nie jest kategorią lingwistyczną ani socjologiczną. Trzeba więc wyraźnie zaznaczać, kiedy nagina się dane naukowe lub manipuluje nimi dla zachowania status quo lub przeforsowania innowacji. Jeśli opinia „propolskich” (cóż to za słowo!) organizacji również spotka się z posądzeniem o separatyzm, to będzie to przyznanie racji Szczepanowi Twardochowi w jego ostrych uogólnieniach na temat opinii Polaków o Górnym Śląsku i jego mieszkańcach. Nazbyt rzeczowo ani spokojnie nie jest.
4. Nauka światowa patrzy i publikuje. Marc L. Greenberg z Kansas University przygotował rozdział Slavic w mającym się niebawem ukazać tomie The Indo-European Languages, ed. Mate Kapović, London: Routledge, s. 517–549.
Tam zaś będzie miejsce dla śląskiego (oznaczonego liczbą 5) jako jednego ze słowiańskich mikrojęzyków literackich, mającego cechy łączące go zarówno z czesko-słowacką gałęzią języków zachodniosłowiańskich, jak i oczywiście z językiem polskim. To poważna współczesna (mamy wiek XXI) publikacja o zasięgu światowym, która nie traktuje mowy Górnoślązaków wyłącznie jako dialektu (w domyśle: wiejskiej odmiany języka ogólnonarodowego, z tendencją do zaniku), lecz wymienia Silesian na równi z dolnołużyckim (1), górnołużyckim (2), kaszubskim i rusińskim (3 i 4). Z niecierpliwością czekam na ukazanie się tego kompendium.