Showing posts with label Zbigniew Kadłubek. Show all posts
Showing posts with label Zbigniew Kadłubek. Show all posts

Saturday, April 28, 2018

Manifest języka śląskiego

Czy data 27 kwietnia stanie się kolejną rocznicą do świętowania? Chyba nie, bo nie o kolejne gesty symboliczne, typowe jednak dla poprzednich epok, tu chodzi, ale o zakwestionowanie wielu pewników, nakazów, wewnętrznych przymusów.
W ramach festiwalu pod strasznym tytułem Do you speak godka Zbigniew Kadłubek ogłosił swój manifest. Natychmiast go kopiuję ze strony Radia Piekary, bo jakoś w „całym internecie” go nie widać nigdzie indziej, pod żadnym bardziej oficjalnym adresem. Jest w tym tekście impet manifestów futurystycznych, chęć rozbijania zastanych i zastałych porządków. Wolność.
Zbigniew Kadłubek
Mały manifest języka śląskiego. Zawirowały śląskie słowa.
Zawirowały i zwariowały śląskie słowa! Tysiącami! Jak motyle! Powychodziliśmy całkiem niespodziewanie dla nikogo z ciemnych, wilgotnych ajńfartōw, powyskakiwały śląskie słowa z dziejowej krzikopy. I zalśniły! Tak jasno świecą, tyle światła dają, że ze szczęścia można oszaleć.
Nasz śląski język jest niedomówieniem. Bo nie dopowiedzieliśmy jeszcze i nigdy nie dopowiemy ostatniego słowa. Może genetycznie jest śląszczyzna niedomówieniem, historycznym żartem, etnicznym wyskokiem. Może źródłem śląszczyzny jest nieporozumienie, a nie żaden mistyczny ton z seledynowego nieba. Ale nam to nie przeszkadza. O, nie! Bo co nam przeszkadza radować się z dźwięków i czystych znaczeń!
Nie przejmujemy się niczym. Absolutnie niczym. Ani brakiem uznania prawnego, ani doktrynerskimi zapędami zagorzałych głosicieli i nadzorców jedynie poprawnej śląszczyzny. Żadne doktryny śląszczyźnie nie służą. Sprowadzają na nią tylko nieszczęście. Stanęła śląszczyzna przed Trybunałem Wielkiego Lingwisty i musi się wytłumaczyć. Już nie ze swojego istnienia, bo Wielki Trybunał Lingwisty wie przecież, że ona jest. Musi się wytłumaczyć z tego, że jest taka, jaka jest. To o wiele trudniejsze: argumentować swoją koślawość, wyłuszczać krzywizny swe genealogiczne, uzasadniać cudną niekonsekwencję.
 Obecna sytuacja śląskiego języka? Nie wyliczajmy inicjatyw, działań, akcji, zabiegów wokół kodyfikacji, ustandaryzowania, popularyzowania, prawnego uznania i ochrony śląskiego języka. Trudno przedstawić zwięzły raport o stanie śląszczyzny. Gorliwość o zachowanie śląszczyzny to dla mnie coś całkiem innego niż dzisiejszy śląski puryzm, nowa batalia o kanoniczność języka śląskiego, o jego czystość. Gramatyczny i stylistyczny dogmatyzm, prędzej czy później przyczyni się do końca języka śląskiego. Do uroczystego pogrzebu śląszczyzny. Dlatego liczy się radość i festiwal gŏdanio, uroczystość pochylonego „o”. Przedzieramy się przez rozsądek i wszystkie zasady do nieskrępowanej parezji – wielkiej eksplozji wolności mówionej.
Nie chcemy złych sił, które niszczą śląszczyznę. Pierwsza siła to ta, którą znamy najlepiej: brak uznania i prawnej ochrony w państwie polskim. Druga siła, jakoś uświadomiona, ale niewielu zdaje sobie sprawę z jej niezwykłej mocy destruowania: to zadowolenie, gdy akceptuje się śląszczyznę w kontekście pewnej egzotyki i skomercjalizowanego skansenu. Trzecia to wykluczający fundamentalizm lingwistyczny samych Górnoślązaków, którzy tworzą taki śląski, który będzie jak najdalszy od języka polskiego. To ostatnie zagrożenie jest najmniej uświadomionym mechanizmem. Jest to rodzaj retroaktywnej utopii.
„Język myśli – mówi Jean Baudrillard – [język] myśli nas i myśli za nas, przynajmniej w takim samym stopniu, jak my myślimy za jego pośrednictwem (Słowa klucze, s. 8). W jakimś sensie śląszczyzna nas wymyśliła. Śląszczyzna nas wychowała, prowadziła nas do innych języków, do każdej komunikacji oraz narracji.
Śląszczyzna dla nas jest żywiołem, życiem, żarem. Dajmy się ponieść namiętności gŏdki! Puszczone w ruch komunikacyjny nowe śląskie słowa, które w przestrzeni publicznej ciągle będą nowe, bardzo nowe i nieopanowane, zrodzą nowe idee. Używanie śląszczyzny to przełom ideowy, a nie tylko możliwość posługiwania się językiem mniejszym. „Słowa bowiem niosą i rodzą idee o wiele częściej niż idee – słowa”, cytuję jeszcze raz Baudrillarda.
Śląskie słowa są drogą ku zmianom, one same są zmianą. Są ruchem ekspresji, która nas wynosi daleko. Możemy dzięki słowom śląskim szybować, możemy dzięki nim podróżować, przemieszczać się, poznawać świat, smakować go, kochać się bez pamięci. Mówienie po śląsku to szlachetne studium chmur. Ach, wiemy o ulotności tego języka. Jego niefrasobliwości względem reguł i prawideł, jego leksykalnym anarchizmie. Wierzymy w jego niezmienną zmienność. Ufamy, że po każdej rozmowie śląskie słowa można rozdmuchać na wszystkie strony świata. Jak chmury rozpłyną się po niebie, znikną na chwilę, by znowu wrócić w łagodnych obłoczkach i w nawałnicach.
Śląski ma dla nas słodki smak, nie straci nigdy smaku. Chcemy tym Festiwalem krzyknąć: Języku śląski – nasze szczęście! Bo świat rozumiemy poprzez język. Inaczej nie potrafimy. Nie do końca istotne jest jednak tutaj rozumienie samego języka. Jak mówi Emilio Betti, „słowo nie jest przedmiotem rozumienia, lecz tym, co pozwala na rozumienie i co je zapośrednicza”. Za Emiliem Bettim i za Gerhardem Ebelingiem powtarzamy: „Samo słowo – nie jako zwykła forma ekspresji jednostki, ale jako współ-dzielenie, które zakłada istnienie dwóch bytów, jako komunikacja mająca swój punkt wyjścia i dojścia, wymagająca doświadczenia i do niego prowadząca – pełni funkcję hermeneutyczną”. Śląszczyzna nasza jako współ-dzielenim oraz dialog to rękojmia rozumienia. Posługiwanie się śląszczyzną na co dzień, pisanie po śląsku, tłumaczenie na śląski – to szkoła hermeneutyki. Miłujemy śląszczyznę subiektywną. Jest ona poręką naszej autonomii myślenia, podwalinami sensów.
Siostry i bracia w śląszczyźnie, dzikość i witalność śląszczyzny jest jej największą siłą, atrakcyjnością nie tylko komunikacyjną, ale także polityczną, emancypacyjną. Śląszczyzna zamknięta w gorsecie puryzmu językowego to nieporozumienie, niedomówienie i język nie do mówienia. To także wyhamowanie ofensywności tego małego języka. To krok ku temu, by śląszczyznę kontrolować. Nie wiem jeszcze dokładnie, kto miałby ją kontrolować i jak miałby to czynić, ale wiem po co.
Być może dzieje się tak dlatego, że śląszczyzna teraz staje się porządkiem wyobrażonym, choć wcześniej była nieoswojonym zwierzęciem. Porządki wyobrażone są potrzebne, by duże wspólnoty mogły żyć razem. Lecz porządki wyobrażone to także narzędzia dyskryminacyjne. Yuval Noah Harari pisze o tym tak: „Jak sprawić, by ludzie szczerze wierzyli w taki porządek wyobrażony jak chrześcijaństwo, demokracja czy kapitalizm? Po pierwsze pod żadnym pozorem nie wolno przyznawać, że porządek ma charakter wyobrażony. Należy zawsze z całą mocą zapewniać, że ład, na którym opiera się społeczeństwo, jest obiektywną rzeczywistością stworzoną przez wielkich bogów lub prawa natury”. Jak sprawić, żeby śląszczyzna dała się wytłumaczyć naukowo, biologicznie, historycznie? – Trzeba ją włączyć do zespołu porządków wyobrażonych. Konstruowanie śląszczyzny jako porządku wyobrażonego zaczęło się na dobre…
Oczywiście, do pisania po śląsku są potrzebne reguły zapisu. Ale, jak wiemy, „pisanie jest czarem i metodą opanowania żywego słowa” (Gerardus van der Leeuw). Opanować żywe słowo to opanować jego żywioł, jego wolność, stłamsić dziarskość. Mówiony śląski ciągle na nowo wytwarzał wyrazy. Sylaby w nim odżywały i tańczyły. Chcemy śląskiego, który żyje. I rozpycha się globalnie ten śląski maluch lingwistyczny.
Gdzie jesteś języku śląski? Gdzie jesteś, moja przechadzko bez wyraźnego celu? Gdzie jesteś mój błędzie życiowy, moje szczęście? Przyczyno mojego szaleństwa i najbardziej racjonalny znaku moich czynów? Mogę do ciebie jeszcze powiedzieć, języku śląski, że jesteś moim wynajętym domem, mieszkaniem? Dasz mi jeszcze parę bezpiecznych wieczorów pełnych zapachów i marzeń? Gŏdej do mje, jak cie prosza!
Silna jest w tym tekście emocja antypurystyczna. Lingwiście i leksykografowi trudno się dostroić do takiego patrzenia na język, trochę w tej swobodzie anarchicznego, indywidualistycznego, a mniej służebnego wobec młodszych, potrzebujących nauki, by mogli odczuć swoistość swojej mowy, także w symbolicznym geście uznania lub
zerwania z uporządkowaniem, realnym.

Sokrates tańczący? Proszę bardzo.

Tuesday, May 23, 2017

Czy górnośląski język umiera?

Nie. Tak. Już umarł. Jeszcze się nie narodził.
Mniej więcej takie diagnozy można było usłyszeć podczas spotkania zorganizowanego w Teatrze Korez w Katowicach, przy placu Sejmu Śląskiego z pomnikiem Korfantego w centrum w środę 17 maja 2017 r. Byłem i ja. Jestem na tym zdjęciu z Gazety Wyborczej, która krótko zrelacjonowała spotkanie.

Sprawozdania


Głównym organizatorem był Marcin Musiał, To człowiek energiczny, autor bloga literacko-politycznego Tylko burak nie czyta, aktywniejszy ostatnio na profilu facebookowym.
Dużą zasługą Onego człowieka jest wprowadzenie tematyki śląskiej na Kongresie Kultury w 2016 roku. Można sobie obejrzeć serię wystąpień na YouTube (moje, dosłane z Krakowa, też tam jest, dziękuję).
Emocje emocjami, ale dokumentację też trzeba zrobić.
Na spotkaniu zaprezentowano Pakt dla śląskiej godki. Zdjęcie zarchiwizowałem, bo na FB przepadnie w odmętach niepamięci.
Foto: być może Aleksander Lubina.
Sam zaś tekst wyjściowy, nieskażony cyberchochlikami drukarskimi, wyglądał tak:
MY,
niżej podpisani,
sympatię dla godki i obowiązek wobec niej z różnych
źródeł wywodzący, ludzie o różnych zapatrywaniach
na świat i życie, pełni świadomości co do roli języka
jako jądra świata, przekaźnika tożsamości, historii i
dziedzictwa, budulca przyjaźni i miłości, a zarazem
świadomi, że w świecie dynamicznie przeobrażającym
się, w którym spośród kilku tysięcy języków, duża
część ich wymrze, a przetrwają tylko języki dużych
narodów lub też te, które współegzystując obok
języka dużego narodu, w tymże narodzie znajdą
spolegliwego opiekuna, apelujemy o zrozumienie i
dalekowzroczność rządzących, obecnych i przyszłych,
a jednocześnie zobowiązujemy się do działania na
rzecz ślonskiej godki, jako fundamentu śląskiego
uniwersum.

Mamy relację Dziennika Zachodniego. Dziennikarze (Magdalena Mikrut-Majeranek) umieją w skrócie napisać, więc zacytujmy:
W debacie wzięli udział: prof. Zbigniew Kadłubek (wykładowca UŚ, śląski intelektualista, pisarz), prof. Tadeusz Sławek (literaturoznawca, były rektor UŚ), Mirosław Neinert (aktor, dyrektor Teatru Korez), Monika Rosa (posłanka na Sejm RP, Nowoczesna), Marcin Musiał (inicjator prac nad ustawą o jęz. śląskim, Nowoczesna), Ilona "Potania" Chylińska (raperka), Justyna Majerska (stowarzyszenie "Wilamowianie"), Karol Gwóźdź (poeta), Gabriel Tobor (burmistrz Radzionkowa, tłumacz Pisma Świętego), Monika Rożek i Michał Baraniok (stowarzyszenie "Szkryfka"), Marcin Melon (pisarz, autor bestsellerów po śląsku) oraz Krystian Gałuszka (poeta, dyrektor MBP w Rudzie Śląskiej).
Silesion.pl chwycił się jednego passusu i pseudosensacyjnym tytułem sugeruje, że na sali wrzał rewolucyjny / powstańczy zapał: Zróbmy czwarte powstanie śląskie.

Pojawiło się sporo głosów krytycznych. Jeden z ważniejszych opublikował Grzegorz Kulik, opracowujący śląski korpus językowy, publikujący wideobloga Chwila z gŏdkōm. Uczynił to na piśmie i w komentarzu wideo. Zarzuty były różnego kalibru, dotyczyły mankamentów technicznych (pliki wideo z wystąpieniami M. Melona i K. Gwoździa nie chciały się odtworzyć), kwestii językowych — błędów w śląskim i nadmiaru polskiego, formuły spotkania i wyraźnej obecności partii politycznej w osobie poseł Moniki Rosy z .Nowoczesnej, która ma pilotować w Sejmie RP projekt nowelizacji odpowiedniej ustawy, aby uzyskać dla języka śląskiego status języka regionalnego. W innym, własnym tonie (inspirowanym niedawnym wystąpieniem w Katowicach prof. Tomasza Wicherkiewicza) napisał Rafał Szyma. Główna myśl (dla mnie) to pochwała języka jako narzędzia komunikacji, a nie pielęgnowanego wspomnienia idyllicznych czasów:
Hermetyczny plac do ślōnskij gŏdki – „mŏwy ôd serca”, to je gynau tyn fal, kej gŏdka sie zawiyrŏ, swijŏ, traci. Prawie wtynczŏs napoczynŏ robić za postwernakularnŏ (jak żech dobrze spokopiōł te słowo), richtich mŏ trzi sztwierci do śmierci.Trza sie starać ô ta frechownŏ, wrazidlatŏ gŏdka, kerŏ prōbuje pochytać cołki świat i kerŏ funguje, durś je żywo, mŏ swojich naturalnych używŏczy. Niy ô ta, co je ino spōmniyniym (ciepłym, miyłym, cniwym, ale ino spōmniyniym) ô umartych światach, czasach a ludziach.

Treść

Wystąpienie profesora Tadeusza Sławka (nagranie amatorskie, słabo słychać, warto się wsłuchać) postawiło kwestie języka górnośląskiego w perspektywie uniwersalistycznej i najgłębiej humanistycznej. Dziesięć maksym, wyzwalających z partykularyzmu i egoizmu własnej sprawy.


Gdy umiera język, umierają słowa i myśli.
Słowo lokalne jest arką...
Słowo powszechne jest sługą konieczności... (Heidegger w tle)
Nie tylko o bogactwo języków chodzi, chodzi też o bogactwo języka, w języku...
Może ktoś to spisze i opublikuje.

Literatura i działania

Po szybkim i głębokim wystąpieniu T. Sławka moją uwagę zwróciły bardziej niż wystąpienia posłanki Moniki Rosy i Marcina Musiała dwie premiery tłumaczeniowe. Gabriel Tobor, burmistrz Radzionkowa, zaprezentował 3 rozdział Listu św. Jakuba przełożony przez siebie na śląski, a Marcin Musiał po śląsku przedstawił początek Procesu Franza Kafki. Nie z takiego słuchowego odbioru sądzić mi o jakości tych przekładów. Być może właśnie jednym z pozytywnych owoców tego spotkania dla niektórych jest informacja o tym, że godka nie tylko do godanio służy, lecz że staje się coraz bardziej językiem literatury.
Działający w sferze artystycznej, jak Ilona „Potania” Chylińska i społecznej (stowarzyszenie Szkryfka) wnieśli powiew młodości.

Klamra. Kadłubek

Klamrą zamykającą (dla mnie, tak to zapamiętałem) było wystąpienie prof. Zbigniewa Kadłubka. Emocjonalne, lecz trzeźwe, czyli mocno ziemi się trzymające. Choć intelektualnie niełatwe.
Nagrał je Leon Swaczyna i umieścił na swoim YouTubie:

Sejmowe przemówienie Z. Kadłubka potrzebuje jeszcze lektury i komentarza. Teraz także padło wiele myśli, które muszą być na spokojnie przemyślane i zinterpretowane. Ilustruje pewne przełomy: czas śmiało mówić o języku, nie ma na co czekać, lecz trzeba wyjść do całej wspólnoty politycznej, do społeczeństwa współczesnej Polski, bo „Górny Śląsk jest gwarantem demokracji”. „Nie przekonujmy już przekonanych”... To my jesteśmy godką. Godanie po śląsku jest również gestem politycznym. Dwie dekady przespaliśmy. Politycy muszą uznać język śląski... muszą zrozumieć, że  jest to dla nas ważne... to nie jest przeciwko komuś, przeciwko Polsce... Było szczerze, poważnie, może chwilami idealistycznie (nierealistycznie). Ktoś komentował, że chodziło o lansowanie się profesora, który mentalnie przechodzi do partii .Nowoczesna Ryszarda Petru, żeby w tych czy owych wyborach... Tego akurat wrażenia nie miałem.

Nie ma podsumowania

Ze spotkania wychodziłem w nastroju dziwnym. Piszę o emocjach, bo emocje były zapowiedziane jako język interpretacji tego spotkania. Towarzyszyło mi poczucie jakiegoś niedopełnienia.
Nie był to meeting couchingowy, nie był to wiec polityczny ani też wieczorek autorski w instytucji kultury, nie była to demonstracja jedności moralno-politycznej Ślązaków. Wysłuchanie wielu głosów jednak było cenne. Debata toczy się od samego początku. Dariusz Dyrda wyszedł w trakcie. Śląskie miejsca w Internecie również dyskutują, ale tam, jak wiadomo, rozmowa może ugrząźć w szczegółach i osobistych animozjach.
To było dobre spotkanie. Dziękuję.

Tuesday, May 16, 2017

In statu moriendi?

Jutro spotkanie na temat śmierci ślōnskij godki. Podejście ponowoczesne. Naruszanie decorum. Projekt firmuje partia polityczna.

Saturday, November 12, 2016

Język śląski. Przegląd wydarzeń z komentarzem nie zawsze zniuansowanym

Nie nadążam za opisywaniem i kategoryzowaniem nowych wydarzeń związanych z rodzeniem się nowego standardu śląskiego. W takim razie kilka punktów tylko i linków, które pomogą się zorientować osobom zainteresowanym moją opinią, co się dzieje.

1. Kamil Durczok założył portal silesion.pl. Aby go rozruszać i napędzić sobie czytelników zastosował typową warszawską metodę generowania ruchu (i myśleń oraz zachowań stadnych), czyli napuścić na siebie, koniecznie w publicystycznym skrócie, dobrze i wyraziście piszących, lubiących wdzięcznie ze sobą polemizować antagonistów: Ziemkiewicza, Semkę, Gorzelika i Twardocha („nie piszę za darmo”). Z rytualnych polemik nic nowego zacytować nie umiem (może niedokładnie się wczytałem), za to tekst wieszcza z Pilchowic „Zajmijmy się sobą” ze wszech miar godzien jest uwagi. Napisał on 25 października 2016 r.:
Pod zamieszoną na niemieckim portalu recenzją niemieckiego przekładu „Dracha”, w której autor przedstawił mnie jako Ślązaka, pojawił się oburzony głos potomka wypędzonych, który odmawiał mi prawa do nazywania się Ślązakiem, ponieważ według niego wszyscy prawdziwi Ślązacy są już w Niemczech, na Śląsku zaś pozostali wyłącznie Polacy i nikt kto mieszka w Polsce i posługuje się tym polskim zepsutym narzeczem znanym jako Wasserpolnisch do miana Ślązaka nie ma prawa. Prawdziwi Ślązacy mówią bowiem wyłącznie po niemiecku.
I co z tego?
I nic.
Dla mojej tożsamości nie ma żadnego znaczenia to, co myśli o niej Piotr Semka, czy stanowiący jego lustrzane odbicie anonimowy krzykacz z niemieckiego Internetu. Obaj zgodnie uznają, że jestem po prostu Polakiem, któremu się pomyliło i który sam nie wie kim naprawdę jest, ja tymczasem nie zamierzam się ich idiosynkrazjami przejmować, bo dlaczego miałbym?
(...) Polski mainstream zawsze ustawiał będzie Ślązaków w roli warunkowych Polaków gorszego rodzaju, którzy powinni do polskości aspirować i o niej marzyć. Ze swojej polszczyzny zeszlifować nawet ślad akcentu, o swoim pochodzeniu myśleć po cichu i ze wstydem.
A przy tym, jakbyśmy nie aspirowali, to na pełnię polskości i tak nie zasłużymy. Po wojnie tak zwani "autochtoni", którzy chcieli pozostać w swoich domach, musieli udowadniać swoją polskość przed komisjami, które tę polskość w nich mierzyły. Jeśli stwierdzono wystarczająco wysoki poziom polskości, to otrzymywaliśmy dokument, zaświadczający, iż legitymujący się nim jest narodowości polskiej, jednakże zaświadczenie to ma charakter tymczasowy i może być w każdej chwili unieważnione.
(...) Tak to wygląda. Cóż więc wynika z tego, że w oczach Polaków możemy być albo warunkowymi, podejrzanymi Polakami, albo, jeśli polskości odmówimy, moralnymi zerami, świniami, które się polskości zaparły z najniższych pobudek?
Otóż nic z tego nie wynika.
(...) Nie zajmujmy się tym, co Polacy myślą o nas. To w pewnym sensie bez znaczenia. Zajmijmy się tym co sami o sobie myślimy. Dyskutujmy, spierajmy się między sobą, definiujmy się sami w tych dyskusjach. Odnośmy się do polskości, która przecież, chcemy tego czy nie, od stu lat ma duży wpływ na naszą tożsamość, ale odnośmy się do naszego własnego polskości przeżywania, do naszej własnej jej akceptacji lub odrzucenia, nie zaś do tego, co na temat naszej tożsamości powie Semka, który ekspertem w sprawach Śląska jest mniej więcej tak, jak koń Kaliguli senatorem. Z mianowania.
Pozostaje oczywiście kwestia tego, że Rzeczpospolita Polska uporczywie i złośliwie odmawia nam prawa do kultywowania naszej tożsamości etnicznej, nie mówiąc już o jej ochronie. Rzeczpospolita ignoruje istnienie kilkusettysięcznej mniejszości, której istnienie sama stwierdziła poprzez spisy powszechne. I jest to dla naszej tożsamości nieobojętne, ponieważ znakomita większość z nas należy do polskiej wspólnoty politycznej i w niej musimy funkcjonować.
Swój tępy nacjonalizm po raz kolejny potwierdzili ostatnio posłowie głosujący w komisji za odrzuceniem obywatelskiego projektu ustawy o uznaniu Ślązaków za mniejszość etniczną, pod którym podpisało się sto dwadzieścia tysięcy obywateli.
(...) W kwestii naszej tożsamości zapomnijmy więc o Polsce. Przestańmy się prosić o uznanie innych, uznajmy się sami. Zróbmy się sami. Powinniśmy przy tym korzystać z polskich wzorców, na konserwowaniu własnej tożsamości narodowej w niesprzyjających warunkach Polacy się akurat znają znakomicie.
Skoro Polakom udało się wielu z nas pozbawić naszego języka, to możemy samych siebie wymyślać po polsku, całe litewskie odrodzenie narodowe rozegrało się po polsku, bo litewskiego tamtejsi XIX-wieczni intelektualiści dopiero zaczynali się uczyć.
Możemy się kłócić, ale między sobą. Niech się kłócą śląscy konserwatyści ze śląskimi liberałami i lewicowcami. Niech się kłócą ci, którzy chcieliby widzieć Ślązaków w roli narodu w jego XIX-wiecznym rozumieniu, z tymi, którzy jak ja uznają nowoczesne tożsamości narodowe za raka w ciele dziedzictwa naszej cywilizacji i chcieliby raczej śląskości postnarodowej, radykalnie inkluzywnej, opartej na tradycji, ale wymyślonej na nowo, pozbawionej starych śląskich ksenofobii i tchórzostwa. Zaprośmy do naszej śląskości zamieszkałych na Śląsku i w Zagłębiu Polaków, niech ją wzbogacą, jeśli będą chcieli. 
Na sam koniec niemal kwestia czysto językowa. Niby konstatacja faktów, a jednak w zasadzie program.
Kłóćmy się o nasz język, o jego zapis, o jego standard, ale kłóćmy się ze sobą. Tam gdzie możemy — omijajmy Polskę. Dobrym przykładem jest sprawa wprowadzenia języka śląskiego do Facebooka czy telefonów Samsung. Polska nie miała tu nic do gadania i proszę, jest, działa. [Link do całości tekstu Szczepana Twardocha w portalu Silesion.pl]
2. Śmiało zwę Szczepana Twardocha wieszczem, bowiem jego słowa już się ucieleśniają. Mam tu na myśli robotę Grzegorza Kulika, za którego impetem i twórczą inwencją również nie nadążam. Zachęcam więc, by na bieżąco śledzić jego działania. Kto biegły w ustawieniach komputerowych, może popatrzeć, jak zmyślnie zmajstrował on śląski korektor tekstów w wersji ślabikorzowej semi-light, czyli bez liter ã i õ, ale za to z ŏ, a nie tylko ō i ô (instrukcja instalacji, mnie przerasta, ale może niebawem się przełamię, są też objaśnienia wideo). Rozpoczął także wideoblogerską działalność edukacyjną na kanale YouTube Chwila z gŏdkōm. Ba, od ostatniej mojej wizyty na jego stronie wydał też e-book z tekstami po śląsku. Używania wszelako śląskiej klawiatury może nauczyć się nawet osoba w moim sędziwym wieku, więc kto jeszcze nie zautomatyzował sobie stawiania kreseczek nad śląskimi literkami, niech sobie ściągnie i zainstaluje śląską klawiaturę (tastaturę).

3. W Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej toczą się, a raczej zmierzają do odmownego zakończenia, prace nad obywatelskim projektem ustawy o zmianie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, a także niektórych innych ustaw. Druk nr 27-s zawiera negatywną opinię, opieraną na zgodnych opiniach uczonych. Sapienti sat.
Projekt ten został zaprezentowany w Sejmie przez dra hab. Zbigniewa Kadłubka 9 października 2014 r.

Jego mowa wejdzie do zbioru najlepszych przykładów stylu retorycznego, wzorców polszczyzny obywatelskiej, odpowiedzialnej, pięknej. Będzie to także przykład mowy daremnej, tłuczenia grochem o ścianę i rzucania pereł przed wieprze. Zanim mnie ktoś poda do sądu, niech zajrzy do słownika frazeologicznego i Ewangelii Świętej.
Negatywne rekomendacje z ubolewaniem przyjmują zawsze lojalni wobec Państwa Polskiego działacze regionalistycznego w tradycyjnym i dobrym tego słowa znaczeniu Związku Górnośląskiego. Platforma Obywatelska (obłudnie?) zrzuca winę na Prawo i Sprawiedliwość, jak gdyby w poprzedniej kadencji prace były podejmowane energicznie i wnikliwie. „Racja stanu” nie chce się pogodzić z więcej niż folklorystyczną obecnością kultury i tożsamości górnośląskiej w porządku prawnym. Racja stanu nie jest kategorią lingwistyczną ani socjologiczną. Trzeba więc wyraźnie zaznaczać, kiedy nagina się dane naukowe lub manipuluje nimi dla zachowania status quo lub przeforsowania innowacji. Jeśli opinia „propolskich” (cóż to za słowo!) organizacji również spotka się z posądzeniem o separatyzm, to będzie to przyznanie racji Szczepanowi Twardochowi w jego ostrych uogólnieniach na temat opinii Polaków o Górnym Śląsku i jego mieszkańcach. Nazbyt rzeczowo ani spokojnie nie jest.

4. Nauka światowa patrzy i publikuje. Marc L. Greenberg z Kansas University przygotował rozdział Slavic w mającym się niebawem ukazać tomie The Indo-European Languages, ed. Mate Kapović, London: Routledge, s. 517–549.

Tam zaś będzie miejsce dla śląskiego (oznaczonego liczbą 5) jako jednego ze słowiańskich mikrojęzyków literackich, mającego cechy łączące go zarówno z czesko-słowacką gałęzią języków zachodniosłowiańskich, jak i oczywiście z językiem polskim. To poważna współczesna (mamy wiek XXI) publikacja o zasięgu światowym, która nie traktuje mowy Górnoślązaków wyłącznie jako dialektu (w domyśle: wiejskiej odmiany języka ogólnonarodowego, z tendencją do zaniku), lecz wymienia Silesian na równi z dolnołużyckim (1), górnołużyckim (2), kaszubskim i rusińskim (3 i 4). Z niecierpliwością czekam na ukazanie się tego kompendium.