Nie jestem socjologiem, więc zamiast punktów i podziałów po prostu napiszę: jest kolejny obszar, gdzie pojawiają się teksty śląskie.
To demonstracje antydyskryminacyjne, „progresywne” (opresyjny cudzysłów purystyczny), sprzeciwiające się wykluczającemu językowi i niektórym akcjom policyjnym w odniesieniu do osób „niebinarnych” i innych (cudzysłów niepewności terminologicznej).
W Katowicach, dzięki inicjatywie i wysiłkom Marcina Musiała pojawiły się hasła po śląsku.
Tytuł artykułu w portalu wpolityce.pl jest jakby prześmiewczy
Nowoczesna chwyta się brzytwy? Posłowie zmarginalizowanej partii chcą walczyć o "język śląski" oraz "język wilamowski"
Nie
wiem, czy partia zmarginalizowana, nie wydaje mi się, żeby ujęcie się za językami
mniejszymi od oficjalnego państwowego — czyli za śląskim i wilamowskim — było w
jakimkolwiek stopniu pójściem na łatwiznę. Chwała jednak temu portalowi za
informację, która nie zainteresowała innych dostarczycieli wiadomości:
Posłowie Nowoczesnej zaapelowali w czwartek do premiera Mateusza Morawieckiego i do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego o podjęcie działań tak, by ruszyły prace nad projektami ustaw uznającymi śląski oraz wilamowski za języki regionalne.
Katarzyna Lubnauer, Monika Rosa – posłanki Nowoczesnej – wraz Marcinem Musiałem wystąpiły, aby działania legislacyjne nie pozostawały w zawieszeniu. Wystąpienie dotyczyło języka wilamowskiego i języka śląskiego:
Bajtel, fajer, gryfno - niedługo mało kto w Polsce będzie wiedział, co znaczą te słowa. 2019 to rok języków rdzennych. One zanikają. Możemy się spodziewać, że z kilku tysięcy do końca tego stulecia zaniknie większość. Możemy się spodziewać, że tak samo może stać się z językiem śląskim. Ale różnorodność to piękno, im jesteśmy bardziej różnorodni, tym jesteśmy bogatsi. Tak jak chcemy mieć różne gatunki zwierząt i wyginięcie jakiegoś gatunku sprawia, że uboższe jest społeczeństwo, tak samo jest jeśli chodzi o języki regionalne (K. Lubnauer)
Dziś Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Główna myśl: nie prześladować ze względu na język. Pozwolić istnieć. Różnorodność językowa wzbogaca.
Barbara Dziuk, urodzona w Tarnowskich Górach posłanka na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, członkini klubu parlamentarnego PiS w Radiu Piekary (film opublikowano 16 stycznia 2018 r.) opowiadała sięen bloc(hurtem) przeciwko inicjatywom ustawodawczym mającym na celu nadanie „językowi śląskiemu” (tak, to termin dla wielu osób dyskusyjny, dlatego między innymi istnieje ten blog i zbiera różne głosy na ten temat) statusu języka regionalnego.
Nie ma czegoś takiego jak język śląski, to jest przecież gwara, i nie będzie.
Jeśli to jest stanowisko polityczne, to można by powiedzieć, że jest ono oparte na dużej dawce niewiedzy, a w najlepszym razie zakwalifikować jako zbyt daleko idący skrót myślowy. Problem „język czy dialekt” (to lepiej niż „gwara”, bo to po polsku znaczy co innego, a w odniesieniu do języka zasiedziałych mieszkańców Śląska używane jest tradycyjnie błędnie) nie powinien być omawiany, prezentowany i rozstrzygany w tak uproszczonych kategoriach.
Zwykle zaznaczam swój delikatny dystans, gdy wielu spośród śląskich działaczy mówi, że termin „gwara” odbierają jako poniżający ich, sugerujący im, w większości mieszkańcom (post)industrialnej aglomeracji górnośląskiej „wiejskość”, stereotypowo, nie tylko na Śląsku, utożsamianą z zacofaniem, prostactwem itp. Wskazuję, że mamy śląskie świadectwa z XIX wieku, gdy śląskie słowo gwara bywało neutralnym odpowiednikiem niemieckiego Mundart. Jednak w tej wypowiedzi poseł Dziuk, Ślązaczki, która w innych momentach wywiadu prezentuje sprzeczny nieco punkt widzenia, raz domagając się zaprzestania promocji języka śląskiego ze względu na dużą liczbę mieszkających na Śląsku osób przyjezdnych i ich potomków, nie-Ślązaków „autochtonicznych” (zdaję sobie sprawę z umowności tego kryterium), a za moment kwestionując to, że wśród wnioskodawców znalazły się osoby, które owymi prototypowymi rdzennymi Ślązakami czy Ślązaczkami nie są, jakby to odbierało im prawo do wypowiadania się jako obywateli o regionie i sposobach jego kształtowania. Skracając: stanowisko naraz warszawocentyczne i ekskluzywistyczne, śląskie. To ciekawe.
Nie jest to jedyna wypowiedź tej polityczki. Udzieliła również wywiadu portalowi Fronda.pl. Tam kwestia językowa została złączona z narodową (potencjalnie separatystyczną) i potępiona. W kwestiach językowych pani poseł Dziuk mówiła m.in:
Nacisk na niemieckie wpływy na Śląsku mija się z
prawdą – gwara zachowała formy archaiczne,
staropolskie. Ślązacy, jak już powiedziałam, są przede wszystkim
katolikami, nie protestantami, pieśni kościelne przechowały język polski i
w tym języku Ślązacy do dziś śpiewają między innymi kolędy i całe mnóstwo
innych pieśni wybitnych autorów doby staropolskiej, ale bez świadomości, że są
to słowa np.: poety Jana Kochanowskiego. Modlą się po
polsku. W gwarze są wtręty z niemieckiego, dominuje język polski. Inaczej
niż się to marzy miłośnikom Berlina. Żart o dyrygencie chóru,
który zarządza: chopy śpiewomy: Boże coś Polskę i mówi: eins
zwei drei, jest kwintesencją rzekomego problemu, którego Ślązak z
dziada pradziada nie ma. On jest u siebie. W doma godo po śląsku, w
urzędzie i kościele po polsku i nie aspirując do stołków nie wszczyna awantur.
Bo i po co. Prawdziwe chopy, panie redaktorze mało godają, dużo robią
i póki ich kto nie wnerwi, nie podnoszą głosu. Polityka nie jest
żywiołem Ślązaka. On chce normalności, nie jatki.
Jest to nagromadzenie danych przefiltrowanych przez broszury propagandowe i domowe strategie autoidentyfikacji. W zestawieniu z konkretną propozycją legislacyjną i jej uzasadnieniami wygląda żenująco. Polemika powinna być prowadzona nie za pomocą pohukiwania i żartów. Parlamentarzyści polscy wnoszący o zmianę ustawy również mają legitymację od mieszkańców Śląska, więc zaklęcia o „wodzie na młyn” „wiadomych kół” (dawniej: odwetowców z Bonn) są słabe. Wiara w merytoryczną debatę we mnie jednak nie gaśnie.
Czerpanie własnych myśli z innych źródeł (bez przypisów, ale w wywiadzie różnie z tym bywa) oraz inne mankamenty wytknął Barbarze Dziuk w erudycyjnym i bezlitosnym zarazem tekście Marcin Musiał. Oto próbka:
Idiolekt Barbary Dziuk jest bardzo charakterystyczny i zasługiwałby na osobną analizę. Nasycony emocjami, polonocentryczną gorliwością, mieszający style wysoki i niski. Przy tym tak gęsty i trudny, że poezja Paula Celana wydaje się przy nim dziecinnie łatwa.
Minęły ponad dwa miesiące od tych polemicznych emocji związanych ze składaniem przez .Nowoczesną projektu zmiany ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym. Jeśli poziom debaty będzie wciąż niski i nasycony sloganami, niedialogiczny, emocjonalny, to źle to wróży całej polskiej obywatelskiej logosferze, a nie tylko stanowi obywatelskości w pagus Silensis.
Mniej więcej takie diagnozy można było usłyszeć podczas spotkania zorganizowanego w Teatrze Korez w Katowicach, przy placu Sejmu Śląskiego z pomnikiem Korfantego w centrum w środę 17 maja 2017 r. Byłem i ja. Jestem na tym zdjęciu z Gazety Wyborczej, która krótko zrelacjonowała spotkanie.
Sprawozdania
Głównym organizatorem był Marcin Musiał, To człowiek energiczny, autor bloga literacko-politycznego Tylko burak nie czyta, aktywniejszy ostatnio na profilu facebookowym.
Dużą zasługą Onego człowieka jest wprowadzenie tematyki śląskiej na Kongresie Kultury w 2016 roku. Można sobie obejrzeć serię wystąpień na YouTube (moje, dosłane z Krakowa, też tam jest, dziękuję).
Emocje emocjami, ale dokumentację też trzeba zrobić.
Na spotkaniu zaprezentowano Pakt dla śląskiej godki. Zdjęcie zarchiwizowałem, bo na FB przepadnie w odmętach niepamięci.
Foto: być może Aleksander Lubina.
Sam zaś tekst wyjściowy, nieskażony cyberchochlikami drukarskimi, wyglądał tak:
MY,
niżej podpisani,
sympatię dla godki i obowiązek wobec niej z różnych
źródeł wywodzący, ludzie o różnych zapatrywaniach
na świat i życie, pełni świadomości co do roli języka
jako jądra świata, przekaźnika tożsamości, historii i
dziedzictwa, budulca przyjaźni i miłości, a zarazem
świadomi, że w świecie dynamicznie przeobrażającym
się, w którym spośród kilku tysięcy języków, duża
część ich wymrze, a przetrwają tylko języki dużych
narodów lub też te, które współegzystując obok
języka dużego narodu, w tymże narodzie znajdą
spolegliwego opiekuna, apelujemy o zrozumienie i
dalekowzroczność rządzących, obecnych i przyszłych,
a jednocześnie zobowiązujemy się do działania na
rzecz ślonskiej godki, jako fundamentu śląskiego
uniwersum.
Mamy relację Dziennika Zachodniego. Dziennikarze (Magdalena Mikrut-Majeranek) umieją w skrócie napisać, więc zacytujmy:
W debacie wzięli udział: prof. Zbigniew Kadłubek (wykładowca UŚ, śląski intelektualista, pisarz), prof. Tadeusz Sławek (literaturoznawca, były rektor UŚ), Mirosław Neinert (aktor, dyrektor Teatru Korez), Monika Rosa (posłanka na Sejm RP, Nowoczesna), Marcin Musiał (inicjator prac nad ustawą o jęz. śląskim, Nowoczesna), Ilona "Potania" Chylińska (raperka), Justyna Majerska (stowarzyszenie "Wilamowianie"), Karol Gwóźdź (poeta), Gabriel Tobor (burmistrz Radzionkowa, tłumacz Pisma Świętego), Monika Rożek i Michał Baraniok (stowarzyszenie "Szkryfka"), Marcin Melon (pisarz, autor bestsellerów po śląsku) oraz Krystian Gałuszka (poeta, dyrektor MBP w Rudzie Śląskiej).
Silesion.pl chwycił się jednego passusu i pseudosensacyjnym tytułem sugeruje, że na sali wrzał rewolucyjny / powstańczy zapał: Zróbmy czwarte powstanie śląskie.
Pojawiło się sporo głosów krytycznych. Jeden z ważniejszych opublikował Grzegorz Kulik, opracowujący śląski korpus językowy, publikujący wideobloga Chwila z gŏdkōm. Uczynił to na piśmie i w komentarzu wideo. Zarzuty były różnego kalibru, dotyczyły mankamentów technicznych (pliki wideo z wystąpieniami M. Melona i K. Gwoździa nie chciały się odtworzyć), kwestii językowych — błędów w śląskim i nadmiaru polskiego, formuły spotkania i wyraźnej obecności partii politycznej w osobie poseł Moniki Rosy z .Nowoczesnej, która ma pilotować w Sejmie RP projekt nowelizacji odpowiedniej ustawy, aby uzyskać dla języka śląskiego status języka regionalnego. W innym, własnym tonie (inspirowanym niedawnym wystąpieniem w Katowicach prof. Tomasza Wicherkiewicza) napisał Rafał Szyma. Główna myśl (dla mnie) to pochwała języka jako narzędzia komunikacji, a nie pielęgnowanego wspomnienia idyllicznych czasów:
Hermetyczny plac do ślōnskij gŏdki – „mŏwy ôd serca”, to je gynau tyn fal, kej gŏdka sie zawiyrŏ, swijŏ, traci. Prawie wtynczŏs napoczynŏ robić za postwernakularnŏ (jak żech dobrze spokopiōł te słowo), richtich mŏ trzi sztwierci do śmierci.Trza sie starać ô ta frechownŏ, wrazidlatŏ gŏdka, kerŏ prōbuje pochytać cołki świat i kerŏ funguje, durś je żywo, mŏ swojich naturalnych używŏczy. Niy ô ta, co je ino spōmniyniym (ciepłym, miyłym, cniwym, ale ino spōmniyniym) ô umartych światach, czasach a ludziach.
Treść
Wystąpienie profesora Tadeusza Sławka (nagranie amatorskie, słabo słychać, warto się wsłuchać) postawiło kwestie języka górnośląskiego w perspektywie uniwersalistycznej i najgłębiej humanistycznej. Dziesięć maksym, wyzwalających z partykularyzmu i egoizmu własnej sprawy.
Gdy umiera język, umierają słowa i myśli.
Słowo lokalne jest arką...
Słowo powszechne jest sługą konieczności... (Heidegger w tle)
Nie tylko o bogactwo języków chodzi, chodzi też o bogactwo języka, w języku...
Może ktoś to spisze i opublikuje.
Literatura i działania
Po szybkim i głębokim wystąpieniu T. Sławka moją uwagę zwróciły bardziej niż wystąpienia posłanki Moniki Rosy i Marcina Musiała dwie premiery tłumaczeniowe. Gabriel Tobor, burmistrz Radzionkowa, zaprezentował 3 rozdział Listu św. Jakuba przełożony przez siebie na śląski, a Marcin Musiał po śląsku przedstawił początek Procesu Franza Kafki. Nie z takiego słuchowego odbioru sądzić mi o jakości tych przekładów. Być może właśnie jednym z pozytywnych owoców tego spotkania dla niektórych jest informacja o tym, że godka nie tylko do godanio służy, lecz że staje się coraz bardziej językiem literatury.
Działający w sferze artystycznej, jak Ilona „Potania” Chylińska i społecznej (stowarzyszenie Szkryfka) wnieśli powiew młodości.
Klamra. Kadłubek
Klamrą zamykającą (dla mnie, tak to zapamiętałem) było wystąpienie prof. Zbigniewa Kadłubka. Emocjonalne, lecz trzeźwe, czyli mocno ziemi się trzymające. Choć intelektualnie niełatwe.
Nagrał je Leon Swaczyna i umieścił na swoim YouTubie:
Sejmowe przemówienie Z. Kadłubka potrzebuje jeszcze lektury i komentarza. Teraz także padło wiele myśli, które muszą być na spokojnie przemyślane i zinterpretowane. Ilustruje pewne przełomy: czas śmiało mówić o języku, nie ma na co czekać, lecz trzeba wyjść do całej wspólnoty politycznej, do społeczeństwa współczesnej Polski, bo „Górny Śląsk jest gwarantem demokracji”. „Nie przekonujmy już przekonanych”... To my jesteśmy godką. Godanie po śląsku jest również gestem politycznym. Dwie dekady przespaliśmy. Politycy muszą uznać język śląski... muszą zrozumieć, że jest to dla nas ważne... to nie jest przeciwko komuś, przeciwko Polsce... Było szczerze, poważnie, może chwilami idealistycznie (nierealistycznie). Ktoś komentował, że chodziło o lansowanie się profesora, który mentalnie przechodzi do partii .Nowoczesna Ryszarda Petru, żeby w tych czy owych wyborach... Tego akurat wrażenia nie miałem.
Nie ma podsumowania
Ze spotkania wychodziłem w nastroju dziwnym. Piszę o emocjach, bo emocje były zapowiedziane jako język interpretacji tego spotkania. Towarzyszyło mi poczucie jakiegoś niedopełnienia.
Nie był to meeting couchingowy, nie był to wiec polityczny ani też wieczorek autorski w instytucji kultury, nie była to demonstracja jedności moralno-politycznej Ślązaków. Wysłuchanie wielu głosów jednak było cenne. Debata toczy się od samego początku. Dariusz Dyrda wyszedł w trakcie. Śląskie miejsca w Internecie również dyskutują, ale tam, jak wiadomo, rozmowa może ugrząźć w szczegółach i osobistych animozjach.
To było dobre spotkanie. Dziękuję.